ZE ŚWIATA MUZYKI

Grzegorz Skawiński ujawnił pikantny sekret Agnieszki Chylińskiej z młodości! Narkotyki, alkohol i... wątek homoseksualny!

Konrad Szczęsny 13 października 2017 18:00
Grzegorz Skawiński o Agnieszce Chylińskiej i karierze w ONA
Fot. East News

W to, że młodość Agnieszki Chylińskiej była burzliwa, nie wątpi nikt. Wokalistka nieistniejącej już grupy O.N.A. wielokrotnie podkreślała, że gdy zaczynała karierę, obce było jej pojęcie grzecznej i spokojnej nastolatki. Narkotyki, alkohol i rock'n'roll – tak można podsumować to, co działo we wczesnym etapie życia dzisiejszej legendy rocka. Do tych wspomnień w książce „Królowie życia” powrócili założyciele jednej z najważniejszej rockowych grup lat 90.: Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk. Ich wyznania są naprawdę pikantne!

Zobacz też: Zawsze szczera do bólu. Oto najbardziej ostre cytaty Agnieszki Chylińskiej

O.N.A., czyli narkotyki, alkohol i rock'n'roll

To, że w życiu muzyków O.N.A. ważną rolę odgrywał alkohol i narkotyki, nie dziwi nikogo. Podkreślała to wiele razy sama Agnieszka Chylińska w wywiadach w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jednak Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk nie dość, że ujawnili w książce „Królowie życia”, że wszyscy członkowie grupy rozsmakowywali się w whiskey, to jeszcze zdradzili, że teksty, które były pisane na drugą płytę przez Agnieszkę Chylińską... musiały zostać ocenzurowane ze względu na zawarty w nich wątek lesbijski! Poniżej fragment książki, w którym muzycy opowiadają o błyskotliwej karierze grupy i tym, co działo się poza sceną.

Waldemar: Kiedy weszło O.N.A., wszystko się zmieniło. Ale też po wykonanym przez nas zabiegu wejścia na salony w kapturach. Dziennikarze wtedy zgłupieli, branża zresztą podobnie. Opowiem o dwóch wypadkach: miałem prywatne telefony po debiucie singla w radiu i po tym, jak się wydało, kto jest kto. Pierwszym, który zadzwonił, był Grzegorz Ciechowski, bo znaliśmy się z nim bardzo dobrze z wcześniejszych czasów. Słuchaj, niesamowita historia! Ale żeście wykonali numer! Jak ta wokalistka śpiewa, zespoół gra... genialnie! Potem z płyty na płytę udzielał nam prywatnych rad. Mówił: Słuchaj, Agnieszka idzie w takim kierunku… To chyba nie jest dla was dobra droga. Jeśli masz jakiś wpływ, napisz coś innego.Takie rozmowy prowadziliśmy.

Przyjaźniliście się?

W.: Jakoś specjalnie nie, utrzymywaliśmy kontakty czysto zawodowe. A drugim kolesiem był Janek Borysewicz, który już poleciał z krótkiej piłki: Kur*a! Ale żeście wy*ebali numer! Jak to słyszę – młoda ryczy, gitarzysta zapier*ala. Czas się zwijać chyba, bo młodzi atakują! Nie mam tu co grać! I okazuje się, że to wy! Tak to było – ludzie dali się wpuścić. Wystarczyło nie dać ludziom sugestii. Jak się potem wydało, kto za tym stoi, wszyscy musieli tę żabę połknąć. No i się skupiło na tym, że to Agnieszka, Agnieszka, Agnieszka… Myśmy zresztą specjalnie ją wypychali na pierwszy front. Zniknęliśmy.

A jak ona się z tym czuła?

W.: Podobnie jak czuje się z tym dzisiaj. Ma specyficzny charakter, zna swoją wartość. Z jednej strony jest buntownicza, z drugiej – wycofana, bo nie bryluje na salonach, nie bywa, zawsze trochę z dala od ludzi, skupiona na tym, co robi, na muzyce. Ona się w tym dobrze odnalazła, bo przecież prowadziła koncerty. Grzesiek nie musiał za nią zapowiadać, jak Łosowski za Grześka… To był normalny zespół z wokalistką jako naturalną liderką. Potem walnęliśmy drugą płytę, moim zdaniem naszą najlepszą, czyli „Bzzzzz”, idąc za ciosem. Już wtedy ociągaliśmy się z wysłaniem demo do wytwórni, robiąc je trochę na kolanie, nawet chyba nie ze wszystkimi numerami. Taśma demo poszła do nich w dniu, w którym pojechaliśmy nagrywać album do Wisły. Wchodzimy do studia, rozstawiamy instrumenty, przygotowujemy się, a tu telefon z Warszawy od dyrektorki Małgorzaty Maliszewskiej, że absolutnie te teksty nie mogą przejść, bo to jest rzeźnia. Krwotok. Że zaraz przyjadą i będziemy rozmawiać.

Grzegorz: Krwotok, tak to nie może być!, zadzwoniła i powiedziała. Zrobiliśmy naradę. Czuliśmy się wtedy już bardzo silni, dlatego przekazaliśmy, że w takim razie nagramy tę płytę dla kogo innego. Nazajutrz przyjechał Andrzej Wojciechowski (właściciel wytwoĀLrni MJM Music PL –przyp. aut.) łagodzić sprawę. Małgorzata się wtedy uniosła i takie tam. A my swoje. Koniec końców, drobna cenzura poszła na te teksty… Tam nie chodziło o „kurwy”, to były po prostu bardzo mocne teksty.

W.: Czysta kosmetyka. Na pewno nie pisaliśmy tekstów od nowa.

G.: Jeden powstał na nowo, „24 godziny po…”. Pamiętam, że w oryginale był to numer o jakiejś lesbijskiej randce i przerazili się, że to jest przesada, że zbyt odważne. I Agnieszka przerobiła ten tekst na spotkanie z mężczyzną. Wiesz, to też świadczyło o niej, że nie bała się żadnego tematu, waliła między oczy. Zaparliśmy się i bardzo dobrze! Gdybyśmy tę płytę bardzo mocno ocenzurowali, nie byłaby najlepszą w dyskografi i O.N.A. Podwójna platyna, która wisi u mnie w domu na ścianie, świadczy o tym, że mieliśmy rację. Zresztą album został znakomicie przyjęty przez krytykę i oczywiście przez publiczność. Z tej płyty pochodzi chyba nasz największy przebój „Kiedy powiem sobie dość”.

Grzegorz Skawiński o Agnieszce Chylińskiej i karierze w ONA
Fot. East News

Grzegorz Skawiński i Agnieszka Chylińska na gali Fryderyków odbierają statuetkę dla najlepszego zespołu, kwiecień 1997

A jak wasza wokalistka radziła sobie z powszechnym obowiązkiem edukacyjnym?

G.: Pojawiły się drobne kłopoty, chyba raz zmieniła szkołę. Kiedy zaczęliśmy grać regularne próby, udzielać się promocyjnie, poprosiła, bym poszedł do szkoły porozmawiać z wychowawczynią. Chodziło o to, by spojrzeli na nią łaskawszym okiem. Poszedłem  i mówię, że też jestem pedagogiem, że proszę, by grono nauczycielskie wykazało większą wyrozumiałość w stosunku do Agnieszki, która stoi u progu wielkich wydarzeń w swoim życiu, wielkiej kariery… Co, jak się potem okazało, było prawdą! Z panią dyrektor było łatwiej, z wychowawczynią… trudniej. Jakbym do ściany mówił. Patrzyła na mnie jak na zjawisko. Robiłem, co mogłem, ale z mizernym skutkiem. Pewnie te panie do dziś wspominają tę rozmowę i opowiadają, jak wspaniałą dziewczyną była „ta Chylińska”. (śmiech) A tymczasem obie przyłożyły łapę do tego, by ją pogrążyć w tamtym czasie.

A czemu ojciec nie poszedł?

G.: Też chodził, ale chodziło o to, że ja byłem Grzegorzem Skawińskim z Kombi. Ale to niewiele albo nic nie dało.

W.: Mówimy im, że obaj mamy dyplomy magistrów pedagogiki, że liznęliśmy temat z tamtej strony, że mieliśmy podobne doświadczenia w Mławie. Ale – jak Grzesiek mówi – grochem o ścianę.

Czy wasza wokalistka w ogóle zrobiła maturę?

W.: Nie zrobiła. To jednak nie jest najważniejsze. Bo my, mimo że pokończyliśmy szkoły, włącznie z wyższą, zrobiliśmy to z określonych względów. Uciekając przed wojskiem albo by zrobić większą karierę niż w Mławie. Szkoła była epizodem. Mamy dyplomy, co nie zmienia naszego stosunku do nauczycieli, że tego się nie da przejść. Wizyta Grześka u nauczycielki Agnieszki tylko ją podbudowała, potwierdzając, jak jest ważna.

W.: Nie wiedzieliśmy, że ona to powie na gali Fryderyków. A tu je*! Poszło. Myślę, że musiało to w niej od dawna i bardzo głęboko siedzieć. Dziewczyna inteligentna, umiejąca pięknie pisać, niszczona przez nauczycieli. Nie przeszła przez sito nieudaczników, muszę tak to nazwać, bo nie widzieli jej talentu!

G.: Jeśli w szkole pojawia się taka osoba, należy jej pomóc i pielęgnować ten talent. Przecież nie stopień z matematyki zadecyduje, kim ta osoba będzie w życiu! Widać, jaką krzywdę jej zrobili ci nauczyciele. Co to za szkoła, która tylko egzekwuje, nakazuje, każe się rozliczać, a nie pomaga. Ten system kompletnie nie wyczuł tego, z kim ma do czynienia. Przez to samo my przechodziliśmy w ogólniaku w Mławie.

W.: Słowa, które padły ze sceny, zapoczątkowały ogólnonarodową dyskusję! Pamiętam, że oglądałem „Klan” (popularny serial telewizyjny polskiej produkcji – przyp. red.) i w jednym z odcinków pojawił się wątek zbuntowanej córki z problemami w szkole… Scenarzyści pociągnęli ten wątek.

G.: Wtedy Agnieszka została uznana przez media i fanów za prawdziwą buntowniczkę. Trzeba też przyznać, że miała wiele odwagi cywilnej, bo nie każdemu się zdarzy, by coś podobnego powiedzieć przed takim audytorium i relacjonującymi wszystko na żywo kamerami.

A wasza reakcja? Zajebiście, że to powiedziała?

G.: Oczywiście! (śmiech)

W.: Jako zespół na fali byliśmy do przodu, buntowniczo nastawieni do wszystkiego. Śmialiśmy się.

G.: Olewaliśmy wszystko, system i w ogóle. Okazało się, że jak gdzieś osiągasz sukces, przynajmniej przez jakiś czas większość rzeczy się kręci wokół ciebie, a nie ty wokół nich.

W.: Zrobił się szum. W ciągu paru dni sprzedaliśmy pięćdziesiąt tysięcy płyt! To był ten przypadek, kiedy skandal pomógł w promocji płyty i zespołu. Tym bardziej że wtedy statut Fryderyków był zupełnie inny.

G.: No był inny. Miały dużo większy prestiż i uznanie w branży.

A czy ona zrobiła to spontanicznie, czy miała zaplanowane?

G.: Tego to nikt nie wie. Ale myślę, że nosiła to w sobie. Na gali wtedy poszła iskra i bum!

Nie rozmawialiście na ten temat później?

W.: Ale super jebnęłaś. I tyle. Zabawne, że my, dwa razy starsi od niej, pedagodzy, uznaliśmy to za fajne i potrzebne. Role się odwróciły.

Fragment pochodzi z książki „Królowie życie” Waldemara Tkaczyka i Grzegorza Skawińskiego, która ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Edipresse książki. 

Królowie życia, Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk, Edipresse książki
Fot. Materiały prasowe/TVN

Polecamy też: Już nie blond piękność. Agnieszka Chylińska wraca do drapieżnego wizerunku

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magda Gessler z synem Tadeuszem po raz pierwszy tak szczerze o swojej relacji!