URODA ŻYCIA

Dominika Ostałowska przyznała się do zaburzeń psychicznych

„Nauczyłam się tłumić złość absolutnie, do bólu”

bnowik 13 września 2018 19:25
Dominika Ostałowska, URODA ŻYCIA 2018
Fot. Martyna Galla

Ostatnie lata nie były dla niej zbyt radosne. Zawirowania w życiu osobistym przypłaciła problemami zawodowymi i depresją. Niedawno, po niemal rocznej przerwie Dominika Ostałowska powróciła wreszcie do pracy w serialu M jak miłość. Jej nieobecność na planie tej szalenie popularnej sagi rodzinnej przedłużała się z miesiąca na miesiąc, co ogromnie niepokoiło licznych fanów gwiazdy. Brak propozycji zawodowych odbił się na sytuacji finansowej aktorki. W mediach pojawiły się informacje, że jest na utrzymaniu 16-letniego syna Huberta. Było jej szalenie przykro, gdy czytała te krzywdzące plotki. W obronie mamy stanął sam Hubert: „Nigdy w życiu nie musiałem i nie muszę płacić za żadne rachunki mojej mamy, wszystkie pieniądze, jakie dostaję z serialu, mama przesyła na moje konto - napisał Zduniak w mediach społecznościowych.

Dominika Ostałowska czuje się spełniona i szczęśliwa

Wszystko wskazuje na to, że gwiazda z podniesioną głową wychodzi na prostą. Już możemy oglądać odcinki M jak miłość, w których pojawi się jej bohaterka Marta. Na szklane ekrany trafi nowy sezon Przyjaciółek, w którym zagrała prawniczkę. Występuje również w spektaklu Cudowna terapia. I po raz pierwszy od dawna czuje się spełniona i szczęśliwa.

Z tej okazji udzieliła magazynowi Uroda Życia przejmującego wywiadu, w którym wyznała: „Myślę, że nie ma świetnych, idealnych rozwiązań na życie. Bo życie nie jest świetne. Raczej uważam, że w tej pracy nad sobą czasem wpada się w dołki i robi się krok w tył. I trzeba się z tym pogodzić. Naprawdę uważam, że najciekawszą rzeczą w życiu jest czynność odkrywania tego, kim jesteśmy, czego chcemy, co nas koi, a co wyprowadza z równowagi. Więc tak sobie pomału siebie odkrywam. Nie wiem, obawiam się, że to prowadzi do egocentryzmu, ale mam nadzieję, że nie, bo chyba nie ma dla mnie sensowniejszej drogi. I tego uczę swojego syna. Chciałabym, żeby umiał odczytywać i rozumieć przede wszystkim swoje emocje. Ja się bardzo długo zajmowałam innymi ludźmi. Tym, co oni czują, co myślą, co ich boli. A swoje emocje zakopywałam”.

Drobne przyjemności

Zapytana jakie drobne przyjemności sprawiają, że czuje się dobrze, powiedziała: „Lubię kupić piękny przedmiot do domu, siedzieć w ładnym, wygodnym fotelu. Potrafię kupić do mojego ogrodu droższe drzewko. Sprawia mi przyjemność patrzenie na nie. Kiedy pięknie rośnie, kiedy kwitnie, czuję się szczęśliwsza. Nauczyłam się tego”.

Przez większą część życia była wobec siebie bardzo surowa. Uważała, że ma być perfekcyjna, nienaganna, porządna pod każdym względem, niesprawiająca kłopotów. Ale nie została tak wychowana. Nie wie, skąd od zawsze miała w sobie ten nakaz. Owszem, jej mama była bardzo poukładaną osobą, ale pamięta, że zawsze mówiła: „Zostaw te książki, idź na podwórko”, „Nie sprzątaj, pobaw się”. A ona swoje: najpierw lekcje, potem – ewentualnie – nagroda. Miała siedem lat, a już czuła, że dobrze się bawić może tylko po odrobieniu lekcji. Była dzieckiem bardzo świadomym, zbyt świadomym. Bardzo dużo widziała i na tej podstawie zbudowała obraz tego, jaka powinna być. A potem przez kilkadziesiąt lat mierzyła się z tym wyobrażeniem. A to była prosta droga do obłędu.

Surowości wobec samej siebie

Wielokrotnie decydowała się w życiu na terapię, ale długo nie trafiała na odpowiedniego terapeutę. Chodząc na psychoterapię usłyszała takie cudowne stwierdzenie: pomieścić czyjąś złość. „Myślę, że umiem świetnie mieścić czyjąś złość, ale mojej złości chyba nigdy nikt nie pomieścił. Więc nauczyłam się ją tłumić absolutnie, do bólu. W końcu udało jej znaleźć świetnego terapeutę i zaczęła się mozolna praca... „Chciałam szybciej, chciałam czerwony pasek, ale cudów nie ma. Jeśli coś trwało 40 lat, to ciężko zaleczyć to w tydzień” - wyznała magazynowi Uroda Życia.

Cieszy się, że coraz częściej zdarza jej się być z siebie dumną. Mówi w wywiadzie: „Z czułością ma to jeszcze niewiele wspólnego, ale to już jakiś krok w dobrą stronę. Zaczynam myśleć o sobie nie tylko w kategoriach: czego nie zrobiłam, czego nie załatwiłam, na którym odcinku nie byłam idealna. Ale też: co mi się udało, co mam, czego dokonałam. Zaczynam to dostrzegać i cieszę się z tego, bo to nowość w moim życiu. Moim pierwszym nauczycielem takiego myślenia o sobie nie był wcale mój terapeuta, ale mój syn. Kiedy zaczął już więcej kojarzyć, korzystać z internetu, przyglądać się światu, zadawał mi pytania, które zmuszały do refleksji. Na przykład odkopał schowany przeze mnie kosz z różnymi szpargałami. Wyciągnął z niego moje nagrody, statuetki, przeglądał je, wreszcie spytał: „Mamo, ty masz tyle nagród? Dlaczego dlaczego się tym nie chwalisz?”. Pomyślałam: Boże, moje dziecko czuje, że jestem niepewna siebie, wciąż przestraszona, nie umiem cieszyć się z tego, co zrobiłam. Ma rację. Czas się opamiętać. Więc staram się każdego dnia od nowa opamiętywać”.

Cały wywiad z Dominiką Ostałowską w październikowym numerze Urody Życia! 

Uroda Życia, okładka siostry Przybysz
Fot. Monika Kmita

Dominika Ostałowska, URODA ŻYCIA 2018
Fot. Martyna Galla.

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Anja Rubik opowiada o miłości i seksie, a Qczaj o trudnym dzieciństwie… Zobacz sesje modelki i trenera!