TYLKO U NAS!

Poruszające słowa Darii Ładochy: „Lekarze powiedzieli mi, że nie mogę mieć dzieci”

Jaką jest mamą? Czego nauczyły ją córki?

TYLKO U NAS! 13 czerwca 2018 07:26

Blond włosy, zawsze czerwone usta i… „gadanie” z prędkością karabinu maszynowego. Daria Ładocha, specjalistka od kuchni tajskiej i zdrowego żywienia, zwyciężczyni programu Agent – Gwiazdy, opowiedziała Katarzynie Piątkowskiej o swojej wielkiej pasji do gotowania, życiowych zakrętach zapisanych w tatuażach, ale przede wszystkim... o cudzie macierzyństwa! Nie jest typową matką Polką. Ale też nigdy nie sądziła, że nią zostanie. Żyła w przeświadczeniu, że nigdy nie będzie miała dzieci.

Daria Ładocha o macierzyństwie

Zwyciężczyni drugiej edycji programu Agent – Gwiazdy, dla swoich dwóch córek – Laury i Matyldy zrobi wszystko. Da się nawet zamknąć w trumnie chociaż cierpi na klaustrofobię. Miała ziemię w ustach, zabrakło jej tlenu i zaczęły spadać kamery zamontowane przez produkcję. Miała wrażenie, że nikt tego nie kontroluje.

Dlaczego więc dałaś się w niej zamknąć?

Chciałam pokazać moim córkom, ale przede wszystkim sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedyś w Wietnamie zacięłyśmy się w windzie. Natychmiast dostałam ataku paniki, a przecież to ja powinnam być spokojna, żeby dziewczyny się nie zdenerwowały. Tymczasem to moja starsza córka stanęła na wysokości zadania, uspokajała mnie, przemawiała do mnie jak do malutkiego dziecka. Gdy Laura zobaczyła, że daję się zamknąć w tej trumnie i że dałam radę, popłakała się i wciąż powtarzała, że jest ze mnie bardzo dumna. Laura jest bardzo mądra. Zawsze powtarzam, że ona przyszła na świat po to, żeby mnie czegoś nauczyć. To ona nauczyła mnie, jak być matką, bo nie jestem typową matką Polką od urodzenia. W ogóle nigdy nie sądziłam, że nią zostanę, bo lekarze powiedzieli mi, że nie mogę mieć dzieci.

To był dla Ciebie cios?

Nie. Było mi trochę przykro, to fakt, ale nie załamałam się. Pewnie dlatego, że wtedy nie planowałam posiadania dzieci. Ale to było jak z czekoladą. Jak ktoś nie lubi czekolady, a mu się zabroni, od razu będzie chciał ją jeść. A potem pojechaliśmy na wakacje, pierwszy strzał i jest Laura (śmiech). Teraz ona mi mówi, że dzieci biorą się z aplikacji. Siedzą sobie gdzieś na chmurce, klikają, patrzą, którzy rodzice są dostępni, i sobie wybierają. A jak już sobie wybiorą, to mama i tata „robią te seksy”, jak mówi, i wtedy dziecko idzie do brzucha. Na razie nie wyprowadzam jej z błędu (śmiech). Mówię, że były bąbelkami, które same wybierają sobie rodziców, i że jak ona sobie nas wybrała, to zdarzył się cud, który miał się nie zdarzyć.

Kiedy pojawiła się Matylda?

Kiedy myślałam, że nie będę mogła mieć kolejnego dziecka. Wymarzyliśmy sobie rodzeństwo dla Laury, ale nam się nie udawało. Nie jestem typem fabrykantki. Kalendarzyki, planowanie, pilnowanie i uprawianie seksu tylko po to, by począć dziecko, jest zupełnie nie dla mnie. To absurd. Odpuściliśmy. Założyłam firmę, zaczęłam piec ciasta do stołecznych kawiarni i restauracji i przy pieczeniu tych tart i serników stało się i Matylda jest z nami.

Są do siebie podobne?

Są bardzo różne. Starsza jest filigranowa, ćwiczy gimnastykę artystyczną, pięknie się wysławia, jest dobra. A młodsza to jest taki wiecznie utytłany łobuziak. Taki Marian. I tak na nią mówimy. Na przykład Mania stoi na stoku w narciarskim rynsztunku i w końcu mówi: „I wytłumacz mi, po co ty mnie tutaj zabrałaś? Żebym marzła?”. Za to Lura ma w sobie tak wielkie pokłady troskliwości, że nie mogę się nadziwić. Dopóki ona nie pojawiła się na świecie, słowo „troskliwość” kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z bajką „Troskliwe misie”.

(...)

Niektóre matki uważają, że macierzyństwo to ciężki krzyż.

A mnie Laura nauczyła, że wcale tak nie jest. Że macierzyństwo oczywiście nie jest łatwe, ale jest bodźcem do tego, żeby jeszcze bardziej poznawać świat. Matki, które na siedem czy nawet więcej lat zamykają się z dziećmi w domu, złotego medalu za to nie dostaną. A gdy im dzieci wyfruną z domu, zostaną z niczym, bo nie mają swojego życia. Kiedy jedna dziennikarka zapytała Laurę, czy nie tęskniła za mną, gdy brałam udział w „Agencie”, moja córka odpowiedziała jej, że tęskniła, ale wiedziała, że spełniam swoje marzenia.

Wzruszyłaś się!

Zawsze się wzruszam, gdy o nich opowiadam.

To była chyba trudna decyzja, żeby zostawić dzieci na sześć tygodni i nie mieć z nimi kontaktu.

Nie bałam się tego, że ja będę tęsknić, ale tego, że im będzie źle. Dlatego ustaliliśmy pewne reguły, które miały pomóc dziewczynkom poradzić sobie z tęsknotą. Pierwszą było to, że jak już im będzie bardzo źle, będą próbowały narysować uczucia. A wiadomo, że jak dzieci czymś się zajmą, to od razu zapominają, że tęsknią. Mogły też pójść do taty i powiedzieć mu, że chcą poprzebierać się w moje ubrania i umalować moimi kosmetykami, a potem nakręcić film i mi wysłać. Nie dostałam żadnego.

Dlaczego zdecydowałaś się na udział w programie?

Chciałam się zmierzyć z moimi słabościami. A poza tym chciałam w dorosłym życiu przeżyć przygodę dziecka. Dostawałam zadania, których nigdy i nigdzie indziej bym nie dostała, miałam ekipę, z którą świetnie się bawiłam. Bez komputera, bez telefonu całkowicie poświęciłam się programowi. Bawiłam się w grę. I może dlatego wygrałam. Ci, którzy chcieli coś ugrać, odpadali na początku.

(...)

Jaką jesteś mamą?

Są mamy uporządkowane i te, które kochają swoje dzieci (śmiech). Ostatnia dowiaduję się o terminie zielonej szkoły czy ostatnia biorę wymiary na sukienkę komunijną. Ale zupełnie się tym nie przejmuję i przede wszystkim niczego przed nimi nie udaję. Nie ukrywam emocji, ale je nazywam. Jak się uderzę tak, że chce mi się płakać z bólu, to płaczę. Od początku traktuję moje dziewczyny jak normalnych, dorosłych ludzi. Dlatego komunikują się w normalny sposób. Nie kiziam, nie miziam, normalnie im tłumaczę. Ale uczę je, żeby dawały mi przyzwolenie na to, żebym ja czasami mogła pobyć dzieckiem. Oczywiście zapewniam im poczucie bezpieczeństwa i jestem odpowiedzialna, ale nie trzymam gardy wysoko za wszelką cenę. Pokazuję im emocje, że czasem mogę być smutna, że mogę się na coś zdenerwować. Po prostu uczę je, że możemy dać sobie przyzwolenie na ich okazywanie. Dziewczyny pokazały mi też, co to znaczy prawdziwa siostrzana miłość, bo moje relacje z siostrą są teraz bardzo fajne.

Co jeszcze w nowym numerze VIVY! 12/2018?

Celia Jaunat i Grzegorz Krychowiak. Niezwykła historia miłości pięknej Francuzki i najbardziej stylowego piłkarza polskiej reprezentacji. Daria Ładocha, mistrzyni zdrowego gotowania opowiada o gotowaniu, córkach, wielkiej miłości i życiowych zakrętach. Katarzyna Niezgoda, znana bizneswoman wspomina dzieciństwo i rozlicza się z zawiedzioną miłością. A także… MUNDIAL 2018. Żony i narzeczone piłkarzy. Partnerki Neymara, Ronaldo, Messiego…Oto kobiety, które nie chcą być tylko ozdobą swoich mężczyzn. ZOBACZ ZDJĘCIA

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Dorota Wellman w naprawdę mocnej rozmowie z Aleksandrą Kwaśniewską!