O TYM SIĘ MÓWI

Dzieci Wojciecha Młynarskiego, Agata, Paulina i Jan wspominają ojca

Po raz pierwszy mówią o jego chorobie psychicznej

KATARZYNA SIELICKA 15 marca 2018 11:00
Wojciech Młynarski, VIVA! 2002
Fot. Robert Wolański

Dwa miesiące po śmierci Wojciecha Młynarskiego jego dzieci Agata, Paulina i Jan Młynarscy zdecydowali się na bardzo szczery wywiad o ojcu. Dziś przypominamy, co dzieci Wojciecha Młynarskiego mówiły o ojcu. Artystka zmagał się z chorobą dwubiegunową. Mija rok od śmierci Wojciecha Młynarskiego. Przypominamy, jakim był ojcem i co chciał, aby stało się z jego twórczą spuścizną.

Dzieci Wojciecha Młynarskiego o jego chorobie

W relacji Agaty, Pauliny i Jana Młynarskich, Wojciech był ojcem tolerancyjnym ale bardzo wymagającym, który zawsze uważał, że „dzieci i ryby głosu nie mają”.  Jak mówi Agata nie znosił tzw. rozkosznych dzieci, które zabierają głos nieproszone. Był człowiekiem bardzo zapracowanym, a o jego uwagę trzeba było zabiegać. 

Agata Młynarska zwraca uwagę na to, że był bardzo lojalny, ale ona zawsze cierpiała na deficyt jego miłości, bo „był bardzo skupiony na sobie a jego rodzina na nim”. Według Pauliny „Cały czas człowiek musiał coś takiego robić, żeby tata zechciał się na nim skupić”. Najtrudniejsze relacje Wojciech miał z najmłodszym dzieckiem, Janem Młynarskim. Muzyk, który m.in. stworzył projekt „Młynarski plays Młynarski”, gdzie gra utwory ojca w nowych aranżacjach, tak mówi o swoich stosunkach z tatą: „Kochał tak, jak umiał... Jednak ja z moim bagażem dochodzę do tego dopiero teraz.

(…) Muszę potwierdzić, że ojciec rzeczywiście nie oceniał mnie z moimi wyborami, miałem nawet poczucie, że bywa lojalny wobec mnie. Podczas rozmów nie znosiłem tego, że nie patrzy w oczy. Zawsze się rozglądał dookoła, jak mówiłem coś ważnego. Nie wiem, na ile miało to związek z jego podzielnością uwagi, filozofią, że dzieci i ryby głosu nie mają, którą nabył w dzieciństwie za sprawą swojej babci (…)”. 

Zdaniem Pauliny mimo wszystko Wojciech Młynarski bardzo doceniał swoje dzieci i nie szczędził im komplementów. Z wyjątkiem Agaty, która twierdzi, że największy komplement, jaki usłyszała od taty to, że jest „całkiem udatną dziennikarką” i że „nie miała takiej frajdy, żeby słyszeć od niego jakieś superkomplementy”. W innym miejscu podkreśla: „Zawsze mogłam z nim pogadać, ale zawsze też musiałam znać swoje miejsce w szeregu”.

Na całym życiu Wojciecha i jego relacjach z bliskimi zaważyła ciężka choroba, na którą cierpiał. W rodzinie był to temat tabu, Paulina Młynarska dowiedziała się o tym, że ojciec cierpi na chorobę dwubiegunową dopiero w wieku 14 lat.

„Dopiero kiedy zaczęliśmy dojrzewać, bo wcześniej, w latach 70. i 80., ludzie się tak nie zajmowali analizowaniem stanów psychologicznych własnych i innych ludzi. Taka choroba jak ojca była czymś wstydliwym, mówiło się o niej szeptem. U nas w domu w ogóle nie wolno było o niej mówić. O tym, że tata choruje na dwubiegunówkę, dowiedziałam się, mając lat 14. A

obie z Agatą byłyśmy już właściwie dorosłe, kiedy po raz pierwszy otwarcie o tym z tatą rozmawiałyśmy. (…). Nasze relacje często bywały trudne i naznaczone problemami, z którymi tata się borykał, mówię tu o jego chorobie dwubiegunowej. Ale kiedy był w dobrej formie, mogłam liczyć na jego przemyślenia. I on nigdy, przenigdy mnie nie oceniał”. 

Cała trójka otrzymała od ojca zadanie - mają zająć się jego spuścizną artystyczną. Zgodnie z wolą Wojciech Młynarskiego ma powstać fundacja, która zajmie się opieką i ochroną jego twórczości. Praca nad tym połączyła Agatę, Paulinę i Jana, których stosunki nie zawsze były doskonale przyjacielskie. Podczas choroby ojca i teraz, gdy razem pracują nad jego dziełem na nowo ich to „skleiło”. Jak mówi Paulina „Tata zostawił nam gieny. A giena nie wydłubiesz”.  

Wideo

Jak nosić najmodniejszy kolor lata?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami numeru są Grzegorz Krychowiak i Celia Jaunat. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!