Konrad Szczęsny 4 października 2017 18:15
1/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Krzysztof Opaliński/Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
1/7

To z pewnością jeden z najbardziej kontrowersyjnych polskich filmów ostatnich miesięcy. „Botoks” Patryka Vegi na ekrany kin wszedł w miniony piątek, a już zaliczył drugi najlepszy weekend otwarcie w historii rodzimego kina po 1989 roku. Do tej pory obejrzało go ponad 700 000 widzów. Mimo tego wciąż zarzuca mu się, że ani kreacje aktorów, ani scenariusz, ani fabuła nie są porywające, do tego trącą myszką i właściwie tytuł filmu powinien brzmieć „chaos”. Dlaczego na najnowsze dzieło twórcy „Pitbulla” wylała się fala hejtu?

 

Polecamy też: Mocniejsze niż w „Pitbullu” i „Psach”. Wybraliśmy 9 najlepszych cytatów z „Botoksu” Patryka Vegi

 

Polecamy też: Mamy nowy zwiastun filmu „Botoks” Patryka Vegi. Jest naprawdę drastyczny!

 

Patryk Vega o „Botoksie” 

 

O tym filmie mówiło się dużo już od zeszłego roku. Internauci i krytyka spodziewali się, że odniesie ogromny sukces komercyjny, podobnie jak dwie poprzednie części reżyserowanego przez Vegę „Pitbulla”. Okazało się to prawdą: jak poinformował na swoim Facebooku sam reżyser, „Botoks” zaliczył drugi najlepszy weekend otwarcia w historii polskiego kina po 1989 roku – obejrzało go 711 tysięcy widzów. Pierwsze miejsc wciąż należy do... trzeciej części „Pitbulla”, zatytułowanej „Niebezpieczne kobiety”, która jednak premierę miała 11 listopada, czyli w długi weekend (jeden dodatkowy dzień ) i obejrzało ją w kinach 759 201 widzów. 

 

Jednak gdy ktoś zapoznał się z pierwszymi recenzjami najnowszego obrazu Patryka Vegi mógł mieć inne wrażenie: krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów zarzucając, że nazbyt epatuje okrucieństwem, tabloidową sensacją, zaś przedstawione w nim historie wprowadzają chaos i mają ze sobą niewiele punktów wspólnych poza tym, że ich zadaniem jest zaszokować. Co więcej mówiło się, że przytoczone w nim sytuacje to zbiór legend miejskich, które nie mają w sobie ani krzty prawdy. Jeśli dodać do tego krytykę związaną z dialogami, obsadą i zarzucanie propagowania określonej ideologii nic dziwnego, że wiele osób, idąc do kina zastanawiało się, na ile jest to krytyka konstruktywna, a na ile uprawianie krytykanctwa. 

 

Zobacz też: Mamy zwiastun! „BOTOKS” nowy film Patryka Vegi. Wersja reżyserska, bez cenzury. EKSLUZYWNE VIDEO

 

Recenzja „Botoksu” Patryka Vegi. Czy film zasłużył na falę hejtu?

 

Owszem, można mieć pewne zastrzeżenia do scenariusza, na przykład, że nie jest on spójny i mocno fragmentaryczny. Tak, wulgaryzmy w dialogach momentami używane są w najlepszym wypadku po to, by wzmocnić przekaz lub rozbawiać widza. Jestem w stanie zgodzić się, że potencjał niektórych wątków nie został w pełni wykorzystany, zaś gra aktorska jest nierówna, jednak wypada zadać sobie pytanie, czego oczekujemy po tego typu filmach. Aby skłoniły nas do refleksji? Wytłumaczyły świat i sprawiły, że znajdziemy odpowiedzi na palące nas pytania egzystencjalne? Aby – odnosząc się do tematyki „Botoksu” – zmieniły w Polsce oblicze służby zdrowia? Nie. To kino, które ma wpisane w założeniu funkcję ludyczną: bawi i pomaga się odstresować i oderwać od codzienności. Przy okazji może oczywiście skłonić do refleksji na temat poruszanej w nim tematyki, ale... nie musi. Co więcej, akurat tematyka dotycząca służby zdrowia (nie tylko w Polsce!) staje się głównym wątkiem w ogólnonarodowej dyskusji co najmniej raz na cztery lata. Gdy poczytać niektóre historie zamieszczane przez internautów, dotyczące ich pobytów w szpitalach i styczności z lekarzami trudno nie odnieść wrażenia, że przedstawione w filmie Vegi wątki, jeśli nie w całości, to w dużej części znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Korupcja, protekcja, walka o wpływy wielkich koncernów farmaceutycznych – to tylko niektóre wątki, z którymi styka się przeciętny pacjent. W tej materii należy oddać Patrykowi Vedze słuszność: wywołał w kraju dyskusję dotyczącą stanu polskiej służby zdrowia. I dobrze. Szkoda tylko, że część krytyków sprowadza „Botoks” do sceny seksu z psem i widoku umierających płodów.

 

Jeżeli chodzi o grę aktorską, niemal każdy z głównych bohaterów ma momenty lepsze i gorsze. Na uwagę z pewnością zasługuje wątek  Agnieszki Dygant, Mariety Żukowskiej i Katarzyny Warnke. Ich postaci wydają się wiarygodne, dylematy, przed którymi stają, noszą znamiona uniwersalnych. Choć momentami można odnieść wrażenie, że wachlarz emocji i środków wyrazu, którymi operują, wydaje się ubogi, nie jest to aż tak dużą wadą konstrukcji tychże postaci. Tomasz Oświeciński gra w sposób, który widzowie doskonale znają z poprzednich produkcji filmowych z jego udziałem. Najmniej zrozumiały był dla mnie wątek Piotra Stramowskiego: być może dlatego, że wydaje się najbardziej odrealniony fabularnie. Z pewnością dużym wyzwaniem było dla jednego z najbardziej charakterystycznych polskich aktorów młodego pokolenia, Sebastiana Fabijańskiego, zmierzyć się z postacią transseksualistki. Jednak z powierzonego mu zadania wywiązał się znakomicie. Olga Bołądź miała być może łatwiejsze zadanie - dała się nam poznać w innych produkcjach jako kobieta kameleon, której nie są obce spektakularne metamorfozy na potrzeby filmu. Stąd jej przekształcenie się na ekranie ze zwykłej mieszkanki blokowiska w seksbombę nie robi na nikim aż tak dużego wrażenia. Grażynę Szapołowska, mimo zarzutów, iż w filmie nie robi nic poza przeklinaniem, świetnie odgrywa rolę dyrektor polskiego oddziału dużego koncernu farmaceutycznego, zaś dialogi z jej udziałem są najlepszym dowodem na to, że minimalizm środków wyrazu może dać świetny efekt twórczy.

 

Polecamy też: Kto zachwycił, a kto rozczarował na premierze filmu „Botoks”? Zobaczcie 10 stylizacji gwiazd! Zgadzacie się z ich oceną?

 

Czy warto zobaczyć „Botoks” Patryka Vegi?

 

Tak! Nie jest to film wybitny, nie jest bardzo dobry, momentami popada w zbędną dłużyznę, ale czas spędzony w kinie nie jest czasem straconym, choćby dlatego, by dostrzec w nim zarówno braki w obrębie konstrukcji fabularnej, jak i docenić próbę zmierzenia się z tak trudną tematyką, jak blaski i cienie funkcjonowania polskiej służby zdrowia. „Botoks” spełnia funkcję ludyczną, ma swoje dobre momenty i z pewnością nie jest najgorszym polskim filmem, jaki kiedykolwiek powstał – wbrew temu, co mówią krytycy. Wydaje się zresztą, że polscy recenzenci dosyć jednomyślnie postawili na najnowszym obrazie Vegi krzyżyk, nie wysilając się zbytnio nad tym, by znaleźć w nim jakieś dobre strony. Być może dlatego, że po wyjściu z kina można odnieść wrażenie, iż fabuła została nacechowana pewną ideologią. Nie zmienia to jednak faktu, że uniwersum „Botoksu” to próba zmierzenia się z niezwykle trudną tematyką, na temat której dyskusje trwają od lat i do tej pory nikt nie znalazł na podstawowe pytania w niej padające jednoznacznej odpowiedzi.

 

Zobaczcie w naszej galerii sceny z najnowszego filmu Patryka Vegi. Która jest Waszą ulubioną?

 

Polecamy też: Już są! Pierwsze zdjęcia z planu najnowszego filmu Patryka Vegi, „Botoks”

2/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
2/7
3/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
3/7
4/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
4/7
5/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
5/7
6/7
Najbardziej kontrowersyjny film Patryka Vegi. Czy warto zobaczyć „Botoks” w kinach?
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
6/7
7/7
Zdjęcia z planu filmu "Botoks"
Copyright @Anna Gostkowska, Copyright (C) Vega Investments
7/7

Wideo

Jak poprawić relację w związku. 5 zasad, których powinnaś przestrzegać!

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

W nowej VIVIE! seksowna Ewa Chodakowska o miłości, karierze i… planowaniu dziecka!