Olga Figaszewska 29 maja 2017 18:15
1/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
1/8

Agata Młynarska nigdy nie myślała, że obce dziecko poznane w domu dziecka pokocha jak własne. Sylwia nie wierzyła, że gwiazda z telewizji zechce zostać jej mamą. Obie mówią, że los zetknął je ze sobą, by się wzajemnie uratowały. W najnowszej książce „Moja wizja”, dziennikarka opowiedziała o relacji z przybraną córką, Sylwią. Co zdradziła?

Zobacz też: „Bardzo chciałam usłyszeć, że mnie kocha. Pomogła mi dopiero terapia”. Poruszające wyznanie Agaty Młynarskiej o ojcu

Agata Młynarska o relacji z Sylwią w nowej książce


W najnowszej książce, prezenterka po raz pierwszy tak szczerze opowiedziała o macierzyństwie. Agata Młynarska ma dwóch synów. Jak to się stało, że Sylwia pojawiła się w ich rodzinie? W 1997 roku, Agata Młynarka nagrywała specjalny odcinek z serii „I ty możesz zostać świętym Mikołajem”. Nie spodziewała się, że ten dzień może na zawsze odmienić jej życie. Spośród wszystkich wychowanków, to właśnie Sylwia zwróciła jej uwagę. Zapytana o to, co chciałaby dostać w prezencie, odpowiedziała: „A ja bym chciała odwiedzić w domu panią Agatę”. Dziennikarka postanowiła spełnić to życzenie. Od tamtej pory, wszystko się zmieniło.

Nikt nie był przygotowany na nadchodzące zmiany. Agata również podkreślała, że nie planowała powiększać rodziny. Skończyło się na tym, że Sylwia została w jej życiu na zawsze.

Od razu zaprotestowałam. „Nie jestem twoją mamą”. Tłumaczyłam jej, że ma mamę. I że czasem nie trzeba być formalnie rodziną, żeby żyć jak rodzina. Jestem mamą dwóch chłopców, to są moje dzieci. A ty możesz mówić do mnie po imieniu i możemy być przyjaciółkami na całe życie”, opowiada w najnowszej książce Agata Młynarska.

Synowie Agaty długo nie mogli się pogodzić z następującymi zmianami. Stanisław starszy od Sylwii o dwa lata, Tadeusz dwa lata młodszy. Dziennikarka przyznała, że trudno było im wypracować dobry kontakt. Tym bardziej, że do ich grona dołączyła jeszcze kolejna dziewczynka, Alicja.

Polecamy też: Agata i Paulina Młynarskie prawie nigdy nie pojawiają się razem na salonach. Wyjątek zrobiły dla...

Kiedyś byli zazdrośni o Sylwię i zarzucali mamie, że jej poświęca jej więcej czasu. „Przecież to nie są twoje córki” oburzali się. Buntowali się. Przecież i tak mieli mnie bardzo mało dla siebie. A tu nagle pojawiły się dodatkowe osoby, które skradły moją uwagę”, wyznaje Agata. „Widzieli, jak buszowały po mojej garderobie, wskakiwały we wszystkie ciuchy. A potem leżałyśmy, obłożone szalami, butami na obcasach. Dla nich to mogło być irytujące”, dodaje. Dopiero później ich relacje się ustabilizowały. Dla synów Agaty było to trudne doświadczenie, możliwe, że wówczas było to dla nich zadanie ponad siły. Jednak dziś, prezenterka podkreśla, że jako dorośli mężczyźni potrafią to docenić.

Jak dziś wyglądają jej relację z dziewczynami?  „Sylwia (przy. red.) jest zakochana, planuje założenie rodziny. Gdy którejś z nich jest źle, dzwonią do siebie, Sylwia przyjeżdża, otwierają wino i rozmawiają do późnych godzin. Dzięki temu, że mam "córkę" przyjaciółkę, mogę fundować sobie chwile, jakich nie doświadczyłam z synami. Mamy swój babski świat”, wyznaje gwiazda.

Zobacz też: Dzieci Wojciecha Młynarskiego, Agata, Paulina i Jan, po raz pierwszy mówią o jego chorobie psychicznej

Agata Młynarska z Sylwią w VIVIE!

W 2010 roku Agata i Sylwia w poruszającej rozmowie z Elżbietą Pawełek. Co mówiły o wzajemnej relacji?  Przypominamy niezwykły wywiad VIVY! i sesję autorstwa Krzysztofa Opalińskiego.

Zapraszamy do galerii.

2/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
2/8

– Jednak trzeba było wykazać się dużą odwagą, żeby dwie dziewczynki po przejściach wziąć pod swoje skrzydła.
Agata: To nie była żadna odwaga, tylko improwizacja. Zero kalkulacji, w tym był żywioł. Alę uwielbiałam, bo potrafiła wprowadzić dryl w nasze życie, z czym dobrze się czułam. Kiedyś, czekając na mnie w redakcji, zrobiła porządek w segregatorach. Potem  koleżanki mówiły: „Daj nam tę Alkę, niech ogarnie bałagan” (śmiech). Wyjechała do Londynu w ramach unijnego programu pomocy dzieciom z domów dziecka, więc mamy dziś rzadszy kontakt. Sama ją tam wysłałam. Mówiłam: „Nauczysz się języka, musisz zawalczyć”. Na odjezdnym dałam pieniądze i powiedziałam: „Albo z tymi pieniędzmi sobie poradzisz, albo przepadniesz”. Najpierw dzwoniła, że ciężko, po dwóch miesiącach już pracowała i uczyła się. Niedawno przesłała mi wiadomość, że została mamą, i zdjęcie synka. Popłakałam się ze wzruszenia.


– Na odległość też można kochać?
Agata: Nawet mocniej. Nikogo nie wolno trzymać przy sobie na siłę. Tadzik zawsze chciał być operatorem, studiuje w szkole filmowej, ma duszę artysty, Staś po studiach szuka własnej drogi, obaj wyfrunęli już z domu. Kiedyś byli zazdrośni o dziewczyny i zarzucali mi, że obcym dzieciom poświęcam więcej czasu niż im. To mnie bolało, ale oni mieli prawo do takich opinii. Wiedziałam jednak, że po latach docenią moją konsekwencję.
Sylwia: Problem polega na tym, że choć mieszkamy w Warszawie, to rzadko się widujemy. Obie z Agatą pracujemy, a ja jeszcze studiuję pracę socjalną, mój wymarzony kierunek.
Agata: A kto ci kazał na niego iść i wkładał nauki do główki?  
Sylwia: Agata swoją wiarą we mnie dała mi iskrę do działania. Uwierzyłam, że mogę pójść do liceum, zdać maturę, podjąć studia. Zaszczepiła we mnie ziarno niezależności i doprowadziła do pionu, bo wcześniej byłam przestraszoną, bojącą się świata dziewczynką.

3/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
3/8

– Pomyślałaś, że taka pani z telewizji może odmienić zły los?
Sylwia: Myślałam, że to fantastycznie znaleźć się blisko takiej gwiazdy, w głębi duszy może liczyłam, że mnie zauważy, polubi...
Agata: A ja na to: „Sylwia, oczywiście, spełnię twoje marzenie”. Pół roku później dzwoni dyrektorka domu z Pawłówki i mówi: „Wie pani co, świetnie wypadła ta akcja. Mam jednak prośbę, następnym razem niech pani nic nie obiecuje. Tym dzieciom nie wolno składać obietnic, jeśli ich się nie spełnia. Sylwia wciąż na panią czeka”.


– Byłaś zła na Agatę?
Sylwia: Nie, bo do końca nie wierzyłam, że moje marzenie się spełni. Kiedy więc usłyszałam, że pojadę do Agaty na wakacje, z emocji dostałam 40 stopni gorączki.
Agata: A mnie oblał zimny pot, bo pomyślałam, że porwałam się na coś, co w ogóle do mnie nie pasuje, że poniosło mnie w tej filantropii. Ale jednocześnie dotarło do mnie, że skoro się tak zagalopowałam, muszę wyjść z tego z twarzą, bo nazywam się Młynarska.
Sylwia: Kierowca jechał z Pawłówki z dzieciakami na wakacje i Agata zgarnęła mnie do siebie.


– Pamiętasz, jak przyjęli Cię jej synowie? Dali odczuć, że jesteś nieproszonym gościem?
Sylwia: Nie czułam się jak intruz. Od razu zostałam zagarnięta do towarzystwa. Agata wówczas remontowała dom i mieszkaliśmy obok, u kochanej pani Irenki.
Agata: Wynieśliśmy się do sąsiadki, która użyczała nam pokoju. Spaliśmy z synami na kartonach rozłożonych na podłodze, a tu jeszcze doszło nam dziecko z domu dziec-ka. Moi znajomi pomyśleli, że zwariowałam. Dyrektorka pocieszała, że Sylwia posiedzi u mnie dzień lub dwa i wyjedzie. A ja już czułam, że to będzie na całe życie.


– A co Sylwii podpowiadała intuicja?
Sylwia: Czułam, że spotkałam bratnią duszę. Wiedziałam, że lgnę do Agaty, że chcę z nią być, bo daje mi dobrą energię. Dlatego zapragnęłam być w tej rodzinie.
Agata: Jak przyjechała do mnie, ciągle spała. Zamartwiałam się, że to apatia. Ale w ten sposób odreagowała dom dziecka, gdzie jest hałas. Nagle zabiła ją cisza i nuda, nie musiała nic robić na czas. A potem się okazało, że ona jest kruchym kurczakiem, taką księżniczką na ziarnku grochu, że jest eteryczna, pisze wiersze, maluje. Kiedyś przyjechała do mnie z rękami w bąblach – myła okna w domu dziecka, dostała uczulenia.

4/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
4/8

– Stałyście się nierozłączne. Taki tandem na dobre i na złe.
Agata: Mocowałam się wtedy z życiem, remontowałam dom i byłam w tym wszystkim samotna. Zgodziłam się na trasę koncertową, żeby mieć na wypłaty dla robotników. Było upalne lato, a ja z Sylwią przemierzałam Polskę. Czasem docierałyśmy do jakiegoś hotelu, obie w piżamach, bo tak było wygodniej, po czym dalej jechałyśmy w piżamach (śmiech). I dzięki temu, że dostałam od losu Sylwię, nie byłam sama. Miałam się kim zająć, do kogo buzię otworzyć w drodze, czułam, że los mi zesłał anioła, który nie pozwoli mi się rozkleić. Sylwia idealnie się w to wtapiała. Ja wychodziłam na scenę, Sylwia ten czas musiała przesiedzieć w garderobie...
Sylwia: ...cała szczęśliwa.


– A jak ktoś pytał: „A ta mała to kto”?
Agata: „A to moja córka”. Niektórzy robili głupią minę, niektórym tłumaczyłam, ale być może duma, z jaką ją przedstawiałam, ucinała robienie z tego sensacji.


– Jak przyjął Sylwię Wojciech Młynarski?
Agata: Tata traktuje Sylwię najzwyczajniej w świecie, dobrze dogaduje się z młodzieżą, choć ma specyficzne poczucie humoru. Kiedyś przy stole siedziała nasza duża rodzina, jak rodzina Grimaldich, Soprano lub Adamsów, co zmienia się zależnie od nastroju (śmiech). Siedział tata i Sylwia jak taki kurczak, który nic nie mówi już drugą godzinę, a tu obiad się celebruje, jeden mądrzejszy od drugiego. Naraz mój tata się odzywa: „Sylwia, podoba mi się że jesteś rozmowna”.


– Agata, powiedziałaś kiedyś, że Twój dom rodzinny pełen był wyjątkowych ludzi, ale nie zawsze umiałaś się w nim odnaleźć. Biorąc pod swoje skrzydła Sylwię, chciałaś jej dać coś, czego Tobie zabrakło?
Agata: Moja sytuacja była wyjątkowa, bo miałam wyjątkowy dom. Były momenty, kiedy czułam się bardzo kochana, zadbana, i takie, kiedy inne sprawy były ważniejsze ode mnie. Byłam też najstarszym dzieckiem, tak zwanym bohaterem, dlatego Sylwię doskonale rozumiem, ale to nie jest tak, że teraz chcę dać moim dzieciom to, czego sama nie otrzymałam, bo otrzymałam wiele. To ja daję sobie przyjemność i frajdę bycia matką i przyjaciółką. Tak naprawdę robię to dla siebie i dla nich. Jestem szczęśliwa, że mogłam ich wspierać.


– A jeszcze doszła Ci Ala.
Agata: Ona przyszła za księżniczką na ziarnku grochu. To był herszt bandy, starsza koleżanka, która torowała Sylwii drogę w domu dziecka. Nie zawsze mogłam po Sylwię jeździć, musiała sama przyjeżdżać autobusem. W takich momentach miała paraliż, Alka wszystko organizowała, bilety kupione i pewnego dnia zamiast jednej dziewczynki przyjechały dwie.
Sylwia: Ona była takim holownikiem, którego się trzymałam. Potrzebowałam kogoś takiego jak Ala, kto mógł się mną zaopiekować, wysłuchać.
Agata: Ja nie walczyłam z tym, zrozumiałam, że są sobie potrzebne.  Ale pamiętam moment, że u mnie w domu siedziało już czworo dzieci z domu dziecka. Z trwogą pomyślałam, że za chwilę będzie ich jeszcze więcej. I moja przyjaciółka Joasia Kurowska powiedziała: „Weź ty się opamiętaj, dziewczyno, nie zaopiekujesz się przecież całym światem!”. To było bardzo potrzebne, żeby nie zapomnieć o najważniejszym – moich synach.  


 

5/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
5/8

– Trudno w to uwierzyć, wiedząc, że byłaś ostoją dla rodziny, której w najgorszych chwilach nie dałaś utonąć.
Sylwia: Ale nie byłam przebojowa, tego mi brakowało.
Agata: Nie chodzi o przebojowość, Sylwia kompletnie nie miała wiary i wizji siebie, choć była takim małym herosem. Po maturze wróciła do swojej rodziny, jej matka wówczas chorowała na raka. Pojechałam do Suwałk i zobaczyłam rozpadający się na części organizm. Powiedziałam: „Sylwia, niedobrze wybierasz, zmarnowana nasza robota. Twoja rodzina poradzi sobie bez ciebie, ale ty z nimi sobie nie poradzisz”. Moja siostra Paulina pomogła jej szybko znaleźć pracę w Warszawie, udało się znaleźć mieszkanie, ja zaś dałam jej wyprawkę: kołdrę, poduszkę, telewizor, obrazki z trzema aniołkami...
Sylwia: ...z którymi nie rozstaję się nigdy, bo wiszą nad łóżkiem.
Agata: Wyprawiłam dziewczynę w dorosłe życie w Warszawie. Mam ją już przy sobie, mogę łatwiej sterować. A w prezencie na 18. urodziny od jednej z moich ciotek dostała opłacony kurs prawa jazdy.
Sylwia:
Agata to wulkan energii. Ona naprawdę jest silna. To istota o pięknej duszy, niestety, niedoceniana przez mężczyzn, którzy się  wycofują, bo chyba są za słabi. A jeszcze każdy miał problem z tym, że byłyśmy my z Alą.


– W takich momentach stawiałaś na mężczyzn czy dzieci?
Agata: To były wybory nie do udźwignięcia. Dzieci zawsze były i są dla mnie na pierwszym miejscu. Jak widzę niebezpieczeństwo dla Sylwii w jej kontaktach z chłopakami, a kandydat jest do odstrzału, od razu mówię: „Tu nic dobrego z tego nie będzie”.
Sylwia: Dlatego nie mogę znaleźć nikogo, bo od razu zostaje zweryfikowany (śmiech). Agata, niestety, zawsze ma rację.
Agata: Jesteś tak zjawiskowa, Sylwio, że nie możesz się tanio oddać! (śmiech). Najśmieszniejsze jest to, że kiedy ktoś mnie pyta, czy sobie ułożyłam życie, to w podtekście pojawia się zawsze, czy mam faceta. Mogę powiedzieć: tak, ułożyłam sobie życie, bo wyruszyłam na spotkanie ze sobą. Dałam sobie prawo do przestrzeni, która jest tylko moja. Mężczyzna może się w niej pojawić, ale nie musi.

6/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
6/8

– Dlaczego dopiero po latach zdecydowałyście się opowiedzieć tę historię?
Agata: Musiałam chronić moich synów i dziewczynki. Jest dużo ludzkiej podłości. Teraz mogę o tym mówić, bo cała czwórka jest już dorosła: Staś ma 25 lat, Tadek 22, Sylwia 23 lata, Ala 25. A zgo-dziłam się też dlatego, bo wydaje mi się, że nam trudna sztuka bycia razem się udała. Jeśli na każde dziesięć osób, które przeczytają ten wywiad, jedna powie, że chciałaby zrobić tak jak Młynarska, to uznam, że moja życiowa misja się wypełniła. Niedawno Fundacja Przyjaciółka zaproponowała, abym z Sylwią wsparła akcję pomocy dla pogotowia opiekuńczego w Sandomierzu zalanego przez powódź. I powiedziałam: „tak”, bo wiem, że każda forma pomocy ma sens. Nasza historia wyszła z cienia i może to w czymś pomoże. Pamiętam, że moja mama zawsze stała w drzwiach z kanapką, kiedy szłam do szkoły. Potem robiłam tak samo jak ona, kiedy moi synowie wyruszali.

7/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
7/8

– Matka jest tylko jedna?
Agata: Nie walczyłam o to, żeby zostać nią u boku Sylwii czy Ali. Czasem przyjaźń jest ważniejsza od prawnej adopcji. Byłam sobą. Jakiś czas temu Sylwia zadzwoniła i mówi, że jej mama umiera. Powiedziałam: „Bądź przy niej, nie może cię zabraknąć”.


– Pojechałaś do niej?
Sylwia: Pojechałam.
Agata: Nigdy nie odbierałam Sylwii wolności wyboru, tylko rozważałam z nią za i przeciw. Ale jeśli wyczułabym u niej nielojalność, byłoby inaczej. To, co jest między nami, opiera się na ogromnym kredycie i musi działać jak w banku. Tak samo z mojej strony. Ja po prostu wiem, że nie mogę jej zawieść.

Zobacz też: „Bardzo chciałam usłyszeć, że mnie kocha. Pomogła mi dopiero terapia”. Poruszające wyznanie Agaty Młynarskiej o ojcu

8/8
Agata Młynarska, Sylwia Mor, Viva! 2010
Copyright @Krzysztof Opaliński
8/8
Drogi Użytkowniku,
chcemy Cię lepiej poznać, żeby robić dla Ciebie jeszcze lepszy serwis!
Wystarczy kilka minut, by wypełnić naszą ankietę. Zapraszamy!

Wideo

Makijaż glow, który doda ci blasku

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Magdalena Boczarska o filmowych i niefilmowych rolach życia. Mariola Bojarska-Ferenc z synem Aleksem opowiadają, jak celebrują życie i posiłki. Oszołom, obibok… Tak mówiono o Miśku Koterskim. To się zmieniło, gdy się zakochał i został ojcem.