O TYM SIĘ MÓWI

„W dniu wypadku błagałam Boga, bym kiedyś mogła zostać matką”

Monika Kuszyńska rok temu urodziła pierwsze dziecko

Konrad Szczęsny 15 lutego 2018 11:00

Monika Kuszyńska została po raz pierwszy mamą 15 lutego 2017 r. Urodziła wówczas syna. Wiadomością na profilu na Facebooku pochwalił się jej mąż, Kuba Raczyński. Nie krył przy tym ogromnej radości i dumy. Małżeństwo zdecydowało, że nadadzą swojemu pierwszemu potomkowi imię Jeremiasz. Dla wielu osób było to ogromne zaskoczenie, gdyż wcześniej była wokalistka Varius Manx nie dzieliła się z nikim wiadomościami o swojej ciąży! W VIVIE! w 2010 r. przyznała, że w momencie wypadku myślała jedynie o tym, by kiedyś dane jej było zostać matką.

Monika Kuszyńska rok temu urodziła swoje pierwsze dziecko

Monika Kuszyńska cieszy się duża sympatią publiczności, mediów i fanów. Zawsze pogodna, uśmiechnięta, bezpretensjonalna. Mimo wypadku z maja 2006 r., w którym doznała paraliżu od pasa w dół, nigdy nie przestała wierzyć, że jeszcze kiedyś zacznie chodzić.

Było to tym trudniejsze, że wokalistka przeszła wiele bolesnych rehabilitacji i zabiegów. Mimo tego zawsze udowadniała, że niemożliwe nie istnieje. Udało jej się zachować pogodę ducha i optymizm. W 2012 r. powróciła na scenę, by robić to, co kocha: śpiewać. Z kolei w 2015 r. została pierwszą w historii artystką na wózku inwalidzkim, która pojawiła się na eurowizyjnej scenie.

Reprezentowała w Wiedniu Polskę z balladą „In The Name Of Love”. Monika Kuszyńska w wielu wywiadach podkreślała, że nie może przestać wierzyć, że kiedyś stanie na nogi i że wypadek zmienił w jej życiu bardzo wiele, gdyż był również początkiem drugiego życia.

„Kiedy nie masz nic i nagle dostajesz coś małego, wydaje ci się to wielkim darem od losu” - mówiła o swoim „Drugim życiu” w wywiadzie dla  VIVY! z 2015 roku.

O życiowych rolach, wyzwaniach, rodzinie i mężu Kubie Raczyńskim 

W 2010 r. opowiedziała Krystynie Pytlakowskiej, że jedyna rzecz, o jakiej myślała w chwili wypadku, to to, że bardzo chce zostać matką.

– Pokochałaś siebie również dlatego, że znalazłaś miłość? Że masz chłopaka?

Skąd wiesz?

– Nie da się ukryć uczuć, jakie Was łączą. To przecież Kuba przywiózł Cię tutaj, do mnie?

Nasza historia jest bardzo ciekawa, a może banalna. Znamy się już długo. Jeszcze sprzed wypadku. Przyjaźniliśmy się. Całkiem niedawno – może rok temu – odkryliśmy, że łączy nas coś więcej niż przyjaźń. On widzi we mnie kobietę i ja czuję się przy nim jak kobieta. Cały czas jest przy mnie, pomaga mi, wspiera. Stał się częścią mojego życia. Jest świetnym muzykiem. Może będziemy razem grać? Wiesz, czuję, że dziś mogę wszystko. Mogę żyć, mogę  znów cieszyć się swoją kobiecością. Mogę kochać, mogę być kochana... Może... mogę być matką.

– Bałam się o to spytać.

W dniu wypadku miałam 26 lat. Dla mnie za wcześnie było myśleć o dziecku. Kiedy jednak leżałam jeszcze we wraku samochodu, dusząc się własną krwią, łapiąc z trudem każdy oddech, nawiedził mnie wielki spokój. Wiedziałam, że muszę walczyć o życie, a jednocześnie czułam, że nie umrę. Dotknęłam swoich nóg – nie czułam ich.

Nie miałam pojęcia, jak dalej będę żyła. Ale w mojej głowie uparcie powracało pytanie: Czy będę kiedyś matką. „Panie Boże, nie odbieraj mi tego, spraw, żebym mogła być matką”, błagałam aż do przyjazdu karetki. Nie wiem, skąd mi się to wzięło.

– Gdy jesteśmy zdrowe, wiemy, że kiedyś zaznamy macierzyństwa. Ale odkładamy je na później. Natomiast wypadek może przekreślić tę szansę. I dlatego prosiłaś Boga, by Ci ją podarował.

Możliwe. Mam nadzieję, że sobie ją wymodliłam. Że wymodliłam sobie wiele szans.

– Kilka sekund zmieniło Twoje życie. Ułamki sekund. Pamiętasz je?

Pamiętam wszystko, niestety. Mokrą szosę – padało. Zieleń drzew na poboczu. Pisk opon. Krzyk Roberta.

– Twój krzyk?

Ja zamarłam. Głos uwiązł mi w gardle. Potem zapamiętałam już tylko dźwięki.  Nie odważyłam się otworzyć oczu.

– Miałaś jakieś przeczucie przed wypadkiem? Jakiś strach, niepokój?

Dziwne, ale poprzedniego wieczoru podczas koncertu byłam spięta jak nigdy. Powiedziałam nawet menedżerce, że czuję się tak, jakby to był bardzo ważny koncert, że mam taką tremę, jakbym śpiewała na festiwalu. „Jakby to był ostatni koncert w moim życiu”, dodałam. Potem w nocy źle spałam. Nie wierzę w przeczucia, ale widzisz... Chyba je miałam.

– Gdybyś siedziała z tyłu, nic by Ci się nie stało.

Tak, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się usiąść koło kierowcy. Kolega powiedział: „Usiądź z przodu, będzie ci wygodniej”. Kto zadecydował za nas, że zamieniliśmy się na miejsca? Kto podjął decyzję, że jemu nic się nie stanie? Istotne jest to, że ten sam kolega – Leszek, uratował nam życie. Wyjął kluczyk ze stacyjki.

– Zapamiętałaś sam moment wypadku?

Wiesz, to niesamowite, bo byłam w szoku, a jednocześnie myślałam bardzo racjonalnie: Monika, nie ruszaj się, zaraz przyjadą, uwolnią cię. Zapamiętałam głosy, zgrzyt blachy, gdy rozcinano samochód. I dojmujący ból. A potem pamiętam zimne światło lamp na szpitalnym suficie, gdy wieziono mnie na operację. Nienawidzę szpitali.

– Pisano, że nie miałaś zapiętych pasów, bo akurat zdejmowałaś kurtkę?

Gdyby tak było, pewnie dzisiaj nie miałabyś z kim rozmawiać. Uderzyłabym głową o szybę. Ale byłam silnie umocowana, więc cała siła uderzenia skupiła się na moim tułowiu, nie powodując urazu głowy. Ciężko to wspominać.

– Dlatego odcięłaś się od świata?

Chciałam być tylko wśród ludzi, którzy stali mi się w tamtym czasie bliscy. Nie odbierałam telefonów, nie chciałam, by mój dawny świat wkraczał do obecnego. To za bardzo bolało. Dawnego świata dla mnie już nie było.

– Załamałaś się, gdy ostatnia operacja w Rosji się nie powiodła?

Nie wiem, czy się nie powiodła. Efekty mogą nastąpić za jakiś czas. Byłam o tym uprzedzona. Najgorszy moment przeżyłam po drugiej operacji, w Polsce. Miała coś poprawić, a nic nie dała poza niewyobrażalnym bólem. Nie wiem, czy umiem ci wytłumaczyć, co to znaczy: niewyobrażalny. Żeby się go pozbyć, oddałabyś wszystko.

– Straciłaś wtedy wiarę, że się uda?

Wiary nie straciłam nigdy, choć z pewnością przeszła ona wtedy wielką próbę. Płakałam, a gdy brakowało łez, milczałam pogrążona w smutku. Miałam czarne myśli. Najgorzej, gdy odzyskujesz jasny umysł. Analizujesz. Mnie to dopadło dopiero w Konstancinie, kiedy z raju, jakim była klinika we Wrocławiu, przeskoczyłam do piekła. W tym czasie zaczęto odstawiać mi środki przeciwbólowe. Lekarze w ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. To był koszmar.

Tylko jeden chłopak, salowy – nawet nie pamiętam jego imienia – pomagał mi, starał się odwrócić moją uwagę od choroby. Ale to w takiej sytuacji niewykonalne zadanie. Nie da się czytać, oglądać telewizji, nic. Podświadomie skupiasz się na swoim ciele, próbujesz za wszelką cenę poruszyć palcami u nóg, a one jakby należały do kogoś innego. Ja zresztą cały czas je testuję. Nawet teraz, podczas naszej rozmowy.

– Zadawałaś sobie pytanie: dlaczego ja?

Zadawałam i wciąż zadaję sobie inne pytanie: Jaki jest sens tego wydarzenia? Kolejnym etapem po wypadku, po szoku, malignie, odzyskiwaniu świadomości jest myśl, że to wszystko zdarzyło się nie ot tak sobie, tylko w jakimś celu. Gdyby było inaczej,  światem rządziłby chaos i przypadek. Chcę wierzyć, że to jednak coś więcej, że to wszystko ma jakiś głębszy sens.

– Młoda, piękna dziewczyna, przed którą całe życie, kariera, i nagle wszystko zostaje przekreślone? To jest po coś?

Choć zaraz po wypadku był we mnie bunt, nie chciałam myśleć, że Bóg jest okrutny, bezwzględny. Odpowiedzi szukałam więc głębiej. I któregoś dnia przebłysk: A może w ten sposób Bóg mnie przed czymś uratował?

– Przed czym?

Może nie szłam w dobrą stronę? Jak mówisz, byłam piękną dziewczyną, śpiewałam, robiłam karierę. Ale na ile byłam wartościowym człowiekiem? Na ile głębokim, świadomym? Trudno mi teraz odnieść się do tego poprzedniego życia. Ciężko mi nawet przypomnieć sobie, jak było przed wypadkiem. Jaka ja wtedy byłam. Wypieram z pamięci wszystko sprzed czterech lat. Jakbym wówczas to nie była ja, jakby to był sen. Ten wypadek mnie obudził.

– Co to znaczy?

Dojrzałam. Nawet w pewnej chwili czułam się tą dojrzałością przytłoczona. Jakbym się z dnia na dzień zestarzała. Wcześniej wiodłam beztroskie życie, skupiona w dużym stopniu na swoim wyglądzie i głosie, pokonywaniu błahych kompleksów. Byłam próżna – nie ukrywam tego.

Głównym celem było zabłysnąć w Opolu, kupić ładną sukienkę, mieć dobrą cerę. Fryzurę. I nagle przestało to być dla mnie ważne. Wiem, że już nigdy nie wyjdę w szpilkach ani w obcisłych spodniach. Nie będę tą posągową dziewczyną z okładek. Ale też mentalnie jest mi już do tej dziewczyny bardzo daleko.

– Tęsknisz za szpilkami?

No pewnie.

– Śnią Ci się?

W snach widzę siebie chodzącą, biegającą, choć niekoniecznie w szpilkach. Wracając jednak do tematu, po wypadku czekała mnie poważna próba, czy znajdę w sobie inną wartość, która wypełni moje życie, kiedy to, czym wcześniej żyłam, zostało mi odebrane.

– Kiedy zaczęłaś się nad tym zastanawiać?

Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że wygląd przestał być moim atutem numer jeden. Przez rok bałam się spojrzeć w lustro, więc nie patrzyłam w nie wcale. To, jak wyglądam, kompletnie przestało mnie interesować.

– Przekreśliłaś swoją kobiecość?

Moja kobiecość została odcięta w jednej sekundzie, gdy trzasnął mój kręgosłup. Nie akceptowałam swojego ciała. Nagle stało się obce, nie moje, nie miałam nad nim kontroli. Wykonałam jednak nad sobą ogromną pracę, by nie poddać się depresji i rozpaczy. Sama sobie zaimponowałam, że depresja całkiem mną nie zawładnęła.

Trzeba pozwolić sobie na żal, na płacz, nie należy trzymać w sobie tak wielkich emocji. Ale też trzeba uważać, by nie zatopić się w rozpaczy na zbyt długo. Mnie udało się w porę powiedzieć „dość”. A był przecież taki czas, gdy nie chciałam żyć.

– Ale żyjesz!

Żyję i obserwuję rozwój medycyny. Znam ludzi, którzy mieli nie chodzić, a chodzą. Nie można wydawać wyroków na wyrost. I co najważniejsze, nie można zabierać nadziei. Ja swojej nigdy nie porzuciłam, choć nie wywieram już na sobie takiej presji. Jestem cierpliwa. Od chwili, gdy stworzyłam swój świat na nowo i umiem w nim funkcjonować, zaczęłam skupiać się na czymś więcej niż tylko nogi.

Choć oczywiście cały czas poddaję się rehabilitacji. Znalazłam bardzo mądrego rehabilitanta, niesamowitego człowieka. To on miał wielki wpływ na moje nowe życie, na mój nowy sposób myślenia. Wojtek mieszka w Bielsku. To piękne miasto stało się moją oazą na trzy lata. Przeniosłam się tam dla Wojtka właśnie. To on ugruntował moją podupadającą wówczas nadzieję.

– Jak go znalazłaś?

Powiedziała mi o nim Madzia, dziewczynka po wylewie, którą poznałam w klinice w Bydgoszczy. Pocieszała mnie: „Monika, popatrz, ja miałam być warzywem. Ty też wyzdrowiejesz”. Dziś myślę, że ten wypadek zdarzył mi się również po to, bym dostrzegła cierpienie innych ludzi. Przeczytałam u was w VIVIE! reportaż o Jaśku Meli. Wzruszył mnie. Płakałam całą noc. Mądrość i dojrzałość tego młodego chłopaka napełniły mnie siłą. Pomyślałam, że i ja mogę wszystko.  

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdą nowego numeru jest Weronika Rosati. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!