wspomnienie

Miała genialny głos i talent! Ale nie radziła sobie z życiem…  

Pamiętacie Amy Winehouse?

Weronika Kostyra 23 lipca 2016 10:23

Całe życie balansowała na krawędzi. Egzystencjalny ból koiła alkoholowo-narkotykowym „koktajlem”, jak wielu muzycznych geniuszy przed nią. Kim naprawdę była Amy Winehouse ? Nadwrażliwą artystką, o której Karl Lagerfeld mówił, że jest jego inspiracją? Jedno jest pewne. W dniu śmierci, 23 lipca 2011 roku, Amy przeszła do legendy. Miała 27 lat.

W ten sposób dołączyła do tak zwanego Klubu 27 – gwiazd rocka, które zmarły w tym samym wieku: Janis Joplin, Jimiego Hendrixa, Jima Morrisona, Briana Jonesa czy Kurta Cobaina, lidera Nirvany. Wszystkie te śmierci miały związek z alkoholem i narkotykami. Z gwiazdorskim stylem życia spod znaku „sex, drugs and rock’n’roll”. Czy Amy Winehouse chciała dołączyć do tego grona?

Dlaczego pokochał ją świat?

Ogromny kok na głowie, powieki i brwi pociągnięte grubą czarną kreską, ogromne, doklejane rzęsy, przedstawiające nagie kobiety tatuaże, kuse sukienki. Amy trudno było pomylić z kimkolwiek. Jej styl retro chwalił sam Karl Lagerfeld. „Fakt, jestem staromodna. Czasem wydaje mi się, że żyję w latach 50. Że ta epoka wciąż trwa”, żartowała. Ale nie to było najważniejsze.

Świat zakochał się w jej głosie, głębokim kontralcie, którym czarowała w piosenkach nawiązujących do jazzu, retro popu, soulu i R’n’B. Mimo że nagrała zaledwie dwie płyty, była objawieniem. Wielką diwą współczesnej muzyki, ale też trudną, pokręconą osobowością, ze skłonnością do autodestrukcji. Kobietą, która liberalne poglądy i wewnętrzną niezależność łączyła z ogromną potrzebą miłości i bycia akceptowaną. Dla młodych ludzi stała się symbolem bezkompromisowości i wolności w sztuce. Wyszydzała wszelkie przejawy komercji. „Mam w dupie kogoś, kto robi muzykę na zamówienie. Produkuje to, co ludzie chcą usłyszeć, a nie to, co mu w duszy gra”, mówiła o Madonnie. „Nie jest artystką, tylko ślicznym małym kucykiem”, dorzucała w odpowiedzi na pytanie o Kylie Minogue.

Początki kariery Amy Winehouse

Dorastała w rodzinie o żydowskich korzeniach w południowym Londynie. Jej ojciec, Mitch, zarabiał jako taksówkarz, z czasem został muzykiem jazzowym. Matka, Janis, była farmaceutką. Amy Winehouse miała dziewięć lat, gdy rodzice się rozwiedli. Wtedy też z matką przeniosła się do północnego Londynu, gdzie zamieszkały w pobliżu kliniki psychiatrycznej Priory, której kilkanaście lat później miała stać się stałą pacjentką. Mimo że przez większość życia prawie nie widywała się z ojcem, była dla niego wyrozumiała. „Przecież nie mogę mieć do niego pretensji o to, że ma penisa. Każdy lubi seks”, mówiła zapytana o rozwód rodziców i kochankę ojca, z którą sypiał w czasie trwania małżeństwa.

Szybko stworzyła sobie własny świat, w którym na pierwszym miejscu była muzyka

Była nadwrażliwym, trudnym dzieckiem. Miała mnóstwo kompleksów. Żywiołowo, czasem histerycznie reagowała na brak akceptacji. Szybko stworzyła sobie własny świat, w którym na pierwszym miejscu była muzyka. Jako 12-latka trafiła do Sylvia Young Theatre School, prestiżowej szkoły przygotowującej dzieci do kariery estradowej. Wyrzucono ją z niej, gdyż nie była w stanie podporządkować się szkolnemu regulaminowi (m.in. odmówiła pozbycia się kolczyka z nosa). W tym czasie założyła pierwszy zespół – Sweet’n’Sour (słodki i kwaśny). Szybko zauważono i doceniono jej możliwości wokalne i wyjątkową barwę głosu. Nie bez powodu od początku porównywano ją do Janis Joplin, hipisowskiej legendy z czasów „Lata miłości”. Jak się szybko okazało, podobne były nie tylko ich „czarne” soulowe głosy, ale też życiorysy.

Pierwszy profesjonalny kontrakt – z wytwórnią Island Records – podpisała jako 16-latka. Cztery lata później debiutowała płytą „Frank”, którą zasłużyła sobie na mnóstwo pochlebnych recenzji i kilka istotnych nagród muzycznych. To, co najważniejsze w jej karierze, przyszło trzy lata później wraz z drugą płytą „Back to Black”, która już znalazła miejsce w historii rocka. Otrzymała za nią pięć nagród Grammy. Nie miała jednak okazji odebrać statuetek – władze amerykańskie nie wpuszczają do USA narkomanów. Sprzedała blisko 10 milionów płyt, jej koncerty gromadziły tłumy. Dwa dni po śmierci Amy ponownie znalazła się na szczycie brytyjskiej listy sprzedaży płyt.

Toksyczna miłość

W czasie gdy na rynku króluje jej debiutancka płyta, w jej życiu pojawia się Blake Fielder-Civil. Łączy ich gorący, ale też bardzo toksyczny romans. Amy Winehouse szaleje na punkcie tego niespecjalnie przystojnego mężczyzny. Blake ma na nią ogromny wpływ. Niebawem rozpoczynają wspólne życie – wielką, niekończącą się imprezę, przerywaną spektakularnymi rozstaniami i powrotami. Niestety, jest to impreza coraz mniej wesoła. Amy i Blake szybko otrzymują etykietę „nowych Sida i Nancy”, czyli głośnej u schyłku lat 70. punkowej pary: Sid Vicious, basista Sex Pistols, i Nancy Spungen. Brytyjski reżyser Alex Cox nakręcił o nich w 1986 roku film „Sid i Nancy”, będący studium narkotykowej degeneracji, zakończonej tragiczną śmiercią obojga.

Normą stają się publikowane w tabloidach sensacje z ich życia. Amy cała zakrwawiona po sprzeczce z Blakiem. Amy z sińcem pod okiem. Amy z Blakiem odurzeni, w klubie i na ulicy. Oboje aresztowani za posiadanie narkotyków. Ich życie staje się emocjonalnym rollercoasterem. Coraz częściej można zobaczyć Amy wychudzoną, przemęczoną, czasem – zwyczajnie brudną. Ślub biorą w 2007 roku. Nic to w ich życiu nie zmienia. Kłócą się i godzą. Odchodzą od siebie i wracają. Na kolejnych zdjęciach paparazzich: Amy w samej bieliźnie, wytaczająca się z pubu. Albo poraniona i nieprzytomna. Słaniająca się po koncercie. W Internecie krąży psychodeliczny film, na którym Winehouse i Pete Doherty z The Libertines w narkotycznym transie bawią się ledwie urodzonymi myszkami.

„Mówiłam, że będą ze mną kłopoty”

Lekarze diagnozują u niej bulimię, depresję i silne uzależnienie od narkotyków oraz środków uspokajających. Nie mają wątpliwości: „Winehouse to osobowość typu borderline, charakteryzująca się ciągłą huśtawką nastrojów, impulsywnością, naprzemiennym uczuciem silnego gniewu, niezadowolenia, smutku oraz radości i euforii”.

Serie trzydniowych, potwornie bolesnych i upokarzających sesji detoksykacyjnych, podczas których Amy Winehouse nie jest nawet w stanie kontrolować potrzeb fizjologicznych, nie dają rezultatów. Sama Amy ma zresztą do terapii stosunek mocno ambiwalentny. „To prawda. Byłam na odwyku. Przez kwadrans. Po prostu poszłam tam, powiedziałam im: »Cześć, piję, bo spieprzyłam swój związek«. I wyszłam”, kpi w jednym z wywiadów.

„Mówiłam ci, że będą ze mną kłopoty/Wiesz, że nie jestem dobra”, śpiewa Amy w „You Know I’m No Good”. W gruncie rzeczy jednak to Fielder-Civil sprawiał większe kłopoty. Obojgu. Jak sam przyznaje w wywiadzie dla jednego z tabloidów, to on jako pierwszy zaproponował żonie heroinę.

Rozstania i powroty

Mimo kłótni i bójek Amy Winehouse kocha na zabój. Obsesyjnie. Pytana o nową płytę, odpowiada: „Dla mnie ważniejsze niż bycie piosenkarką jest bycie dobrą żoną”. I dodaje, że marzy o dzieciach i rodzinie. Kiedy Blake stanął przed sądem oskarżony o pobicie i próbę przekupstwa barmana z londyńskiego pubu, broni go, twierdząc, że nigdy jej nie skrzywdził. Sąd skazuje Blake’a na 27 miesięcy, z czego odsiedzi połowę.

Dla mnie ważniejsze niż bycie piosenkarką jest bycie dobrą żoną

Kiedy pod koniec 2008 roku wychodzi z więzienia, jej nie ma przed bramą. Za namową ojca Amy zaczyna już myśleć o rozwodzie. W styczniu 2009 jedzie na wakacje w towarzystwie aktora Josha Bowmana. Wraca wypoczęta i zachwycona. Deklaruje, że zrywa z narkotykami, że całe jej małżeństwo było „niczym innym tylko ciągłym ćpaniem”, na szczęście jednak „nie pamięta, że kiedykolwiek była mężatką”. Dwa miesiące później zmienia zdanie. „Wciąż kocham Blake’a i chcę, by wprowadził się ze mną do nowego domu. On jest męskim odpowiednikiem mnie samej, dlatego tworzymy parę idealną”, mówi. Mimo to w lipcu 2009 roku do rozwodu dochodzi. A Amy pogrąża się w nałogu.

Świat po niej płakał

Nadzieję dawał jej nowy związek – z reżyserem Regiem Travissem. Wydawało się, że on, abstynent, da jej nową motywację do walki z uzależnieniem. Do walki o własne życie. I rzeczywiście, przez jakiś czas było lepiej. Amy Winehouse  zaczęła dbać o siebie, przestała być przeraźliwie chuda, po raz kolejny poszła na terapię, tym razem mającą – jak zapewniała – „wyleczyć ją całkowicie”. W końcu jednak i Traviss nie wytrzymuje ciągłych skoków nastrojów narzeczonej.

Rozstają się. Amy rusza w trasę koncertową, podczas której miała zagrać także w Bydgoszczy. Już na jej początku, 18 czerwca, podczas występu w Belgradzie okazuje się, że na dobre wróciły dawne demony. Amy nie jest w stanie śpiewać. Przewraca się. Publiczność gwiżdże. Potem publicznie apeluje: „Trzeba jej pomóc”. Menedżer Ray Cosbert mówi, że jego podopiecznej potrzebny będzie dłuższy odpoczynek. Już po jej śmierci okazuje się, że nie chciała grać tego koncertu, twierdząc, że okropnie się czuje, a na estradę siłą wepchnęli ją menedżerowie i ochroniarze.

Trzy dni przed śmiercią znów jest na scenie. Wspomaga 15-letnią chrześnicę Dionne. Uśmiecha się do fanów, namawia na kupno płyt Dionne. Nic nie wskazuje na to, że za 72 godziny świat będzie po niej płakał.
W otwierającej jej kultowy album „Back to Black” piosence „Rehab”, Amy Winehouse śpiewa znamienne słowa: „Próbowali mnie wysłać na odwyk, ale powiedziałam: nie, nie, nie. Tak, jestem zła, ale kiedy się zmienię, na pewno się o tym dowiesz”. Już się nie dowiemy.  ZOBACZ ZDJĘCIA

TEKST: Maciej Wesołowski

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Gwiazdami nowego numeru są: Paulina Krupińska, Kamila Szczawińska i Karolina Malinowska. Zobacz, co jeszcze w nowej VIVIE!