NIEZWYKŁA ROZMOWA

Jakim tatą był Czesław Niemen? Natalia Niemen szczerze o wierze, muzyce i legendzie ojca

Aleksandra Leszczyńska 17 października 2016 16:08
Natalia Niemen
Fot. materiały prasowe/East News

 

„Niebo będzie później” to opublikowany właśnie wywiad-rzeka z Natalią Niemen. Pozycja o tyle nietypowa, że córka legendarnego Czesława Niemena zazwyczaj unika rozgłosu. Jednak tym razem na rozmowę namówił ją poeta i dziennikarz Szymon Babuchowski, a Niemen wyczerpująco opowiedziała o swojej karierze i życiu prywatnym. Efektem jest książka  w której artystka opowiedziała o swojej karierze artystycznej, wierze w Boga, dzieciństwie i relacji z ojcem, legendarnym piosenkarzem Czesławem Niemenem. Zachęcamy do przeczytania fragmentów wywiadu.

Dzieci gwiazd, które idą w ślady sławnych rodziców nie mają łatwego życia. Natalia Niemen często spotykała się z zawiścią, docinkami i niezasłużenie ostrą krytyką. Artystka twierdzi jednak, że wtedy bardzo pomogła jej wiara w Boga. Pod koniec lat 90. Natalia została wokalistką zespołu chrześcijańskiego New Life’m oraz chórzystką i solistką zespołu Trzecia Godzina Dnia. Teraz jest żoną Mateusza Otremby - syna pastora i byłego prezesa fundacji Młodzież dla Chrystusa. Para  wspólnie tworzy, koncertuje. Małżonkowie są  związani ze wspólnotą chrześcijańską Genesis.  

Natalia Niemen o wierze, relacji z Chrystusem i miejskich pokusach

 

Artystka twierdzi w wywiadzie, że w dziś nie jest łatwo być chrześcijaninem. Jak sama postrzega wiarę?
Chodzi o to, by nieść codziennie swój krzyż. Żeby być posłusznym Bogu Ojcu. By mieć społeczność z Bogiem przez odosobniony czas sam na sam z Nim, przez lekturę Pisma Świętego i przebywanie z ludźmi nowo narodzonymi (o nowonarodzeniu mówił Jezus niejakiemu Nikodemowi, co zapisał święty Jan w Ewangelii). Wszak z kim przestajesz, takim się stajesz. Lepiej zatem przebywać z grzesznikami kochającymi Boga i pragnącymi zmieniać się niż z grzesznikami, którzy zmieniać się na dobre nie chcą.
Chodzi tu o dobry wpływ. Ale tak jak Chrystus szedł do wszystkich ludzi, którzy chcieli Go słuchać, tak i my możemy, a nawet musimy, to robić. Kiedyś, gdy z kolei tamci poznają Jezusa, będą mogli dzielić się „chlebem żywota” z jeszcze innymi.


Co jest dla niej najcenniejsze?
Bliska relacja – relacja przyjaźni z Jezusem Chrystusem. A ta relacja nie przychodzi ot tak, po prostu. To, że ktoś się nawróci, zadeklaruje, że uwierzył w Chrystusa Pana, zaufał Mu, wziął chrzest, chodzi do kościoła – nie musi wcale czynić go bliskim Bogu. Ale chodzi właśnie o tę przyjacielską relację, a jednocześnie o takie liczenie się z Bogiem – szacunek, respekt, bojaźń. Pismo powiada, iż „bojaźń Pana jest mądrością”. Dokładnie! Reasumując, chodzi o to, by być z Chrystusem codziennie w bliskiej relacji intymnej i uczyć się być takim jak On. A on był posłuszny Ojcu. To kwintesencja chrześcijaństwa.

 

Natalia Niemen i psalmy

 

Artystka przyznaje, że bardzo ważna jest dla niej modlitwa. Jednak nie zawsze znajduje na nią czas, czego bardzo żałuje.
Nawet jeśli wiem, że jest coś innego, lepszego dla mnie, to czuję się jakoś zaprzęgnięta w ten system, w to koło. Myślę: „Muszę jeszcze złożyć to pranie, wybielić tę koszulę. A jeszcze kosz na śmieci trzeba zdezynfekować, zasłony uprane wyprasować, a to to, a to tamto. Nie mówiąc o zrobieniu posiłku dla całej rodziny. Zawsze jest tyle do zrobienia, do posprzątania. A chciałabym z chęcią najwyższą lecieć na spotkanie z moim Najlepszym Przyjacielem. Ciągle wdziera się człowiekowi w życie ten paskudny duch cywilizacji, zniewolenie metropolizmem, że tak powiem.

Nie lubisz miast?
Bardzo ich nie lubię. Uważam, że idea wielkiego miasta jest wymysłem samego diabła. Miasta grzebią w ludziach ducha. Oddalają od Boga i zabijają jeśli nie ciało, to ducha i duszę. W mieście ciężko nie być sceptykiem na przykład w sprawach wiary. Wiadomo, że nie dotyczy to wszystkich. Ma natomiast znaczenie fakt, iż w mieście o wiele trudniej jest być blisko Boga. Tak więc ciężko jest współczesnemu chrześcijaninowi z miast zachodniej cywilizacji mieć ten cichy czas z Bogiem, tę społeczność. Więcej trudności mają z tym kobiety, żony, mamy, gospodynie domowe. No bo jak pożenić dostatecznie macierzyństwo, relację z mężem, gospodarzenie domem z relacją z Panem Bogiem? Zapewne można, tylko trzeba mądrości, a ta ćwiczy się podczas doświadczenia. Niemniej czasami czuję się jak ta druga siostra z Ewangelii. Marta. I taką Martą człowiek jedzie czasem cały dzień. Ale życie z Panem Bogiem to jest droga. Dlatego bardzo aktywnie się uczę, jak świadomie olać na przykład totalny syf w kuchni czy górę prania do składania, co piętrzy się już kilka tygodni. Wiesz, ciągle jeżdżę po Polsce, a jak wracam, to z dziećmi mam zajęcia szkolne i nie mam kiedy tego poskładać i położyć na półki. Uczę się nie przejmować chrzęszczącą pod kapciami podłogą, kwalifikującą się już od dawna do porządnego odkurzenia. Z lubością przyznać muszę, iż obserwuję u siebie znaczny progres owej olewki. Coraz doskonalej przestaję się przejmować bałaganem czy brudem nawet. (śmiech)

 

Polecamy też: Szymon Hołownia o misji w Afryce: "Nie chcemy zbawiać świata. Chcemy zmieniać świat po centymetrze"


Jakim ojcem był Czesław Niemen?

O tak, na pewno. Mówi się zwykle, że tacy ludzie wymagają od innych tyle, ile od siebie samych. Myślę, że i mój tata miał ten problem. Perfekcjonizm zaliczam do wad ludzkich, gdyż – oględnie mówiąc –zabija relacje, a w najlepszym wypadku w sposób poważny je upośledza. Często spotykam się z pochwałą perfekcjonizmu z ust ludzi wielbiących tak zwanych wielkich tego świata. Czynią to z powodu nieprzepracowanych kompleksów własnych. Jest niezmiernie niebezpieczne bezmyślne, lub „małomyślne”, wpatrzenie w jakiegokolwiek człowieka. Dlaczego? Bo żaden człowiek nie jest dostateczny. (…)
Myślę, że mój tata z tym perfekcjonizmem gdzieś w głębiach swej duszy nieco walczył. Przecież rozwijał się jako człowiek, czyli nie tylko w temacie talentów artystycznych, lecz także intelektualnie i, co najważniejsze, emocjonalnie. W późniejszych latach nie był już taki ostry. (...) Żartuję, że nie umożliwiał mi dogodnego rozwoju w dziedzinie pracy z instrumentem, gdyż cała rodzina, łącznie ze mną, musiała dostosować się do godzin pracy głowy rodu. Polegało to na tym, że na przykład nie mogłam ćwiczyć wtedy, kiedy chciałam, lecz wówczas, gdy tata skończył swoją pracę. Wielokrotnie w wywiadach opowiadałam, że tata miał w domu swoje miejsce pracy w rogu pokoju dziennego, gdzie ukokosił się z całą machiną, nazwaną przez niego „robotestrą” – istny Niemen ex machina. (śmiech) Tam komponował, ćwiczył, nagrywał, słowem – tworzył, i wówczas każdy domownik miał być cichutko niczym mysz. To był bardzo stary dom, do tej pory jest niewykończony.


Dom jednorodzinny czy kamienica?
Ani jedno, ani drugie. Myśmy mieszkali na takiej ulicy małych segmentów, wybudowanych w latach trzydziestych XX wieku. Nie jest tajemnicą, iż ojciec mój był zosią samosią. Sam tak o sobie mawiał. W związku z tym twierdził, że sam najlepiej wykona wszystkie prace wykończeniowe w domu. Przyznaję, sam wykonał olbrzymie, lwie części prac, przesuwając ściany, poszerzając wnęki okien i uskuteczniając dziesiątki innych czynności w remontowanym, starym domu. Pomagało mu kilku panów robotników.
To był początek lat osiemdziesiątych. Lecz wspomniany perfekcjonizm objawiał się między innymi tym, że nikomu nie pozwalał zrobić kilku istotnych rzeczy, całkiem potrzebnych do codziennego funkcjonowania. I tak na przykład do tej pory nie ma balustrady przy schodach albo... drzwi w łazience. Zamiast nich stosowaliśmy ceratę. Naprawdę! (śmiech) (…) Ludziom się wydaje, że Niemen mieszkał w pałacu, miał służbę, złoto, brylanty oraz wszystko na glanc. A tymczasem myśmy naprawdę żyli bardzo, bardzo skromnie.

 

Czy ojciec często okazywał Natalii czułość?

Nie był wylewny z powodu posiadanego temperamentu, ale przytulenia się zdarzały. Mój ojciec był w ogóle taki specyficzny – strasznie przekorny. Lubił się przekomarzać od dziecka. Wiemy to od naocznych świadków, od rodziny. Ostatnio na spotkaniu rodzinnym w Grodnie opowiedziano mi historię, która miała miejsce w latach pięćdziesiątych. Jakaś krewna ze wsi przyszła do Wydrzyckich z prośbą, bo jej rodzina nie miała co jeść. A Wydrzyccy, dzięki Antoniemu, ojcu mojego ojca, który był zdolny, pracowity i zaradny, byli jedną z najlepiej radzących sobie we wsi rodzin. Mój dziadek był złotą rączką, na przykład buty robił, zajmował się mnóstwem rzeczy, dlatego mieli z czego żyć. Więc ona puka do drzwi, tata mój wówczas młodziutki mężczyzna – otwiera. Krewna powiada: „Czesiu, nie mamy co jeść, potrzebujemy chleba, choć okruszynkę daj”. A mój ojciec poszedł do kuchni i zgadnij, co przyniósł? Okruszynkę chleba. Ja nie mogę! (śmiech) No po prostu to jest cały mój ojciec. Przez całe życie takimi tekstami i reakcjami nas raczył.

Kto w domu Niemenów zajmował się wychowaniem?
Rodzice oraz wspomniani przeze mnie dziadkowie, czyli rodzice mojej mamy. Chociaż każdy na swój sposób, bo mój tata głównie pracował – siedział, komponował, tworzył. Hm, wolałabym, aby nieco więcej czasu mi poświęcił. Niestety, niewiele rozmów ze mną przeprowadził. A przecież rozmowa to jest to, czego młodzi ludzie najbardziej ze strony rodziców potrzebują (nawet jeśli o tym nie wiedzą). (...) Dopiero w ostatnim roku życia mojego taty coś u niego zaczęło się otwierać. Pamiętam, jak w 2002 roku zadzwonił do mnie, gdy byłam na trasie z New Life’m. Przebywaliśmy akurat w Legnicy, pomiędzy koncertami. Chłopaki wyszli na miasto, a ja zostałam w hotelu. I nagle dzwoni tata, i zaczyna się ze mną dzielić tym, że źle się czuje.

 

Jak Natalia reaguje, kiedy ktoś geniusz jej taty przenosi na wszystkie sfery jego życia?
Strasznie mnie denerwuje, kiedy ludzie czy to mojego tatę, czy innych tak zwanych wielkich tego świata, wrzucają do wora świętych. Ostatnio jeden facet próbował mnie przekonać, że mój tata był święty. Kulturalnie mu tłumaczyłam, że świętość na czym innym polega. „Nie, proszę pani, ale pani nie wie...” I opowiadał mi swoje własne doświadczenia związane z Niemenem, czyli... z odbieraniem jego sztuki. Nie chciałam wchodzić w dysputę, ale uważam, że tego typu myślenie jest szkodliwe. My, ludzie, mamy to do siebie, że szukamy jakiegoś boga, kogoś, na kim możemy się oprzeć, w kogo możemy się wpatrywać, na kim polegać, z kim się identyfikować i – co niestety najważniejsze – komu możemy bić pokłony. Ty i ja wiemy, że pragnienie uwielbienia jest wpisane w człowieka po to, żebyśmy okazywali uwielbienie prawdziwemu Bogu. Natomiast diabeł robi wszystko, żeby ludzie zamiast żywego Boga uwielbiali bożki. I między innymi „wielcy tego świata”, na przykład cały przemysł rozrywkowy, próbują wypełnić to miejsce należne samemu Bogu. Ba, nie tylko próbują, lecz mają na swoim koncie już zapewne miliony dusz. Nie dość, że diabeł zagarnął dla siebie i swych niecnych celów świat sztuki, a w szczególności rewir muzyki, to aż do teraz okłamuje i zachęca ludzi, żeby tych bogów znajdowali właśnie w zwykłych grzesznikach. W grzesznikach, którzy nie są autorami własnych talentów, ale ich nosicielami.

 

Polecamy też: Grała ze Stingiem i Lennym Kravitzem. Teraz broni uchodźców. Kim jest Anoushka Shankar?

 

Natalia Niemen o swojej twórczości

Co jest dla niej ważniejsze: muzyka czy malarstwo?
Od dzieciństwa pociągały mnie plastyka i duchowość. Może dlatego, że moja mama zawsze malowała i zachęcała mnie i siostrę do robienia jakichś kolaży czy malowanek. Dawała nam do oglądania albumy z malarstwem, chodziłyśmy po galeriach sztuki. Natomiast w wieku dziewięciu lat usłyszałam Whitney Houston… Masakra! Mówię „masakra”, bo ten cały bożek śpiewania, jego „świętość” w dzisiejszych czasach, strasznie mnie denerwuje. I jak sobie wspomnę, jak się tą Whitney Houston zafascynowałam i że stało się to katalizatorem mojego pragnienia, by być piosenkarką, to bardzo się irytuję. I tak sobie myślę: szkoda, że jednak nie wybrałam malarstwa albo drogi ortodoksyjnie duchowej. Autentycznie, teraz mam taki czas. Pewne natomiast jest to, że nie zainteresowałam się wokalizowaniem dzięki tacie. Tata ani mnie, ani mojej siostry nigdy do niczego nie przymuszał. I myślę, że fajnie mu się udało takie obserwowanie nas z boku, nieprzymuszanie i w odpowiednich momentach delikatne popychanie w jakimś kierunku. W każdym razie od dziewiątego roku życia zaczęłam sobie podśpiewywać, jednocześnie chodziłam do szkoły muzycznej, a także komponowałam różne rzeczy przy pianinie. Tata tego słuchał.

I co mówił?
Że ładnie śpiewam. Chociaż ja zawsze bardzo cicho śpiewałam, bo byłam strasznie pospinana. To był efekt nieśmiałości, niewiary w siebie. Miałam zawsze wszystkie mięśnie ściśnięte, stąd trudno było mi głośno śpiewać. Bo struny głosowe są mięśniami. Ale choć śpiewałam bardzo cichutko, tata zobaczył w tym jakieś walory i delikatnie, rok po roku, podsycał owe zainteresowania, zachęcając do rozwoju w tej dziedzinie. Chwalił mnie i siostrę za kompozycje. Tylko to nie było tak, że siadaliśmy i rozmawialiśmy. To były z jego strony takie mruknięcia. Ja teraz z moimi synami robię inaczej, to jest zachęcam ich wielosłowiem, a oni tego nie cierpią: „Za dużo gadasz, mamusiu”. (śmiech)

Jej muzyczny debiut - płyta „Na opak” nie spotkała się z pozytywnym przyjęciem. Natalia wyznała w wywiadzie, że było to dla niej ciężkie doświadczenie, z którego jednak wyciągnęła lekcję. „Jak chrześcijaninowi jest za łatwo, to oddala się od Chrystusa. Więc odczytuję to sobie jako jeden z wiórów krzyża” - skomentowała ten okres swojego życia w wywiadzie.Przełomem było dla niej wstąpienie do zespołu New Life'm.
Kiedyś przejmowałam się, że mam za cichy głos, że brakuje mi techniki i pewnie w ogóle nie umiem śpiewać. A jak śpiewałam z New Life’m, to zaczęłam mieć to w nosie, przestało mnie to interesować. Chociaż nadal niezbyt dobrze śpiewałam pod względem technicznym. Ale ta kwestia ze szła na drugi plan. Chłopakom mówiłam, że współpraca z nimi nie była spełnieniem moich muzycznych marzeń. Ale można wspólnie coś robić dla Boga, jednocześnie niekoniecznie stykając się w kwestiach artystycznych. Zauważyłam to dopiero pod koniec współpracy z chłopakami, kiedy już trochę charakterna się zrobiłam.

Czy śpiewanie dla Pana Boga różni się czymś od zwykłego śpiewania? Czy wymaga od jakiegoś innego rodzaju skupienia?
U mnie była jakby era „pre-Chrystus” i era „Chrystus”. I przedtem głównie chodziło mi o to, żeby fajnie coś zaśpiewać, zbliżyć się stylistycznie do moich ukochanych wzorców wokalnych. Ot, takie „śpiewanie o śpiewaniu”. Czasem śmiejemy się w gronie znajomych muzyków, że niestety wiele osób właśnie na to stawia: nieważne o czym, byle zwrócić uwagę, wywołać u ludzi zachwyt. To się odczuwa, bo z jednej strony odbiorca jest pobudzony, imponuje mu technika: „Wow, jakich gór dotknął ten człowiek! Co za melizmaty!
Jaka moc głosu!”.


Coś jak Mariah Carey?
Tak, coś w tym stylu. (śmiech) Choć Mariah jest mistrzynią wokalną oraz wybitną kompozytorką, i czepiałabym się głównie jej gustu, to muszę przyznać, że raczej nadużywa swojego doskonałego spektrum umiejętności. Ale ciągnąc temat dalej, okazuje się, że nie wiesz, po co taki śpiewak to robi, po co używa takich narzędzi, o czym śpiewa… Ja też kiedyś tak miałam. Jarałam się głównie tym, czy śpiewam dobrze, wysoko, z odpowiednią ilością i rodzajem melizmatów. Skupiałam się głównie na tym, czy moja powłoka śpiewacza jest na zadowalającym poziomie. Siłą rzeczy wraz z upływem czasu uwagę zwracać zaczęłam na to, co jest pod powłoką. Jako twórcy zdarzały mi się pomysły na teksty, ale to były takie banały o złamanym sercu. Natomiast w erze „Chrystus” w moim życiu bardzo naturalnie, organicznie – znowu dzięki Bogu, bo sama sobie tego nie wykoncypowałam – pojawiło się owo pragnienie, żeby wyśpiewywać sprawy istotne. Od tego momentu nie zdarzyło się chyba, żebym śpiewała teksty, z którymi bym się nie identyfikowała czy nie zgadzała. Zawsze to były albo piosenki o tym, że Bóg jest dobry, albo piosenki kierowane do Boga. Albo utwory pochwalające ponadczasowe wartości, albo po prostu branie na warsztat, na rozmyślania, męczących ludzkość pytań, problemów. Nie miałam już takiej sytuacji, że śpiewam cudzy utwór, który traktuje o sprawach banalnych lub błahych.

 

Polecamy też: Nim narodzi się Laura... Wyjątkowe zdjęcia Natalii Kukulskiej i jej bliskich

 

Natalia Niemen
Fot. materialy prasowe


Książka „Niebo będzie później” ukazała nakładem Wydawnictwa Niecałego. Jest już dostępna w księgarniach.

 

 

 

 

Wideo

Te kultowe filmowe kwestie Jerzego Stuhra przeszły do historii! Też je uwielbiasz?

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Narodziny gwiazdy, czyli Julia Wieniawa o trudnych wyborach i drodze do sukcesu. Plus Wielki Horoskop na 2019 rok!