Marcin Dorociński płatnym zabójcą? Ta rola w „Małżeńskich porachunkach” to przełom w jego karierze!

Już 7 kwietnia 2017 roku do kin wchodzi film jednego z najbardziej uznanych duńskich reżyserów. Ole Bornedal, twórca m. in. "I zbaw nas ode złego" czy "Nocnej straży" tym razem postawił na czarną komedię. Jego najnowszy film opowiada historię dwóch nieszczęśliwych małżeństw. Po kilkunastu latach związku w ich relacje wdaje się rutyna i niezadowolenie. Kobiety, Gritt (Mia Lyhne) i Ingrid (Lene Maria Christensen), przyjaźnią się i wspólnie chodzą na lekcje tańca, na których ich pożądanie rozpala żywiołowy gej, równocześnie wzbudzając coraz większe rozczarowanie swoimi partnerami - Ibem (w tej roli Nicolas Bro) i Edwardem (Urlich Tomsen). Oni natomiast wspólnie prowadzą firmę budowlaną, która przynosi spore dochody, dzięki oszustwom i wymuszeniom. Są wolnymi duchami, którzy marzą o kawalerskim życiu, swobodzie i seksie bez zobowiązań. Pewnego pijackiego wieczoru po burzliwej kłótni z małżonkami, knują misterny plan i przez internet nasyłają na swoje żony płatnego zabójcę, Igora, ze wschodniej Europy (w tej roli Marcin Dorociński). Jednak, jak się okazuje, mężczyźni nie doceniali swoich partnerek i w końcu stawiani są w sytuacji, w której sami muszą się obawiać o swoje życie. Jak zakończy się ta walka?

Polecamy też: Marcin Dorociński: "Myślę, że jestem dobrym aktorem, dobrym człowiekiem. Tyle".

Komedia u widzów nieustannie wzbudza salwy śmiechu, obfitując w zbiegi okoliczności i szalone pomyłki. Aktorzy z pełnym poświęceniem oddają się satyrycznej roli, a Marcin Dorociński, który pierwszy raz wciela się w podobną postać, staje się spełnieniem fantazji o pewnym szaleństwie i nieprzewidywalności. Jest równocześnie twardy i wrażliwy. Sam dodaje: "W „Małżeńskich porachunkach” gramy ze stereotypami, także tymi dotyczącymi narodowości. Choćby, że ludzi z Europy Wschodniej poznasz na lotnisku po pełnych siatach ze sklepów wolnocłowych i zapachu alkoholu. Najbardziej podoba mi się to, co z przymrużeniem oka chce powiedzieć Ole Bornedal. Przesłanie, żeby się tak nie napinać, dedykuje on oczywiście Duńczykom, ale przecież przyda się ono i innym". Warto dodać, że w Danii, gdzie film miał swoją premierę 12 stycznia, odniósł duży sukces, a w sam weekend otwarcia obejrzało go w kinach 71 tys. widzów.

Polecamy też: Sukces, miłość i samobójstwo. Film o życiu Dalidy już w kinach!

Lubisz czarne komedie?